Autor

Mrok dziejów >>
Piastowie >>
Rzeczpospolita Obojga Narodów >>
Ojczyzna bez państwa >>
XX wiek >>
Na grobach mistrzów >>
Kolebka. Ukochana Wielkopolska >>
Najpiękniejsze polskie góry - Bieszczady >>
Na szlaku >>
Zapiski na marginesie >>

Autor
    Gdynia – miasto „z morza i marzeń”. Niektórzy mówią: polskie Iquitos – miasto dla zuchwałych. Nie ma starówki i nie ma historycznych obciążeń… A turyści ciągle potrafią pytać o stare miasto…  Teraz – a właściwie od nastu lat to także moje miasto; rozumiem jego legendę i mam w nim „swoje” miejsca. 
    Jest także, a może przede wszystkim Środa Wielkopolska i okolice – kraj lat dziecinnych, który ciągle na nowo staram się opisać na tej stronie. Opuściłem go do szkół udając się dawnymi czasy. Później służba „pro patria” rzuciła mnie nad polskie morze. Ale do małej ojczyzny powracam z sentymentem i przekonaniem, że warto jest mieć swoje mniejsze niebo w życiu. Zwłaszcza te kilka magicznych miejsc.
    I dom duży. Pomiędzy falą omiatającą wybrzeże, a Tatrami, pomiędzy dużą wyspą, a nieskończenie pięknymi Bieszczadami. Jestem niepoprawnym polonofilem. Interesuje mnie tylko ten krajobraz, tylko ten kolor nieba i zapach powierza. Interesuje mnie ta historycznie ukształtowana tożsamość, którą tak trudno zdefiniować, jak każde uczucie. Więc ciągle mam chęć do powiększania tej życiowej przestrzeni, choć jest stabilna i oswojona – odkrywam Polskę, bo czuję ten szopenowski krajobraz i rozumiem jego historię.

    Ta przestrzeń to także muzyka, brytyjski „triumwirat”: The Beatles, Pink Floyd i Dire Straits. Nie koniecznie w tej kolejności. „Where Do You Think You’re Going” czy „Lśnij, szalony diamencie” – poezja dźwięku. A „Atom heart mother” we fragmentach potrafi zawsze wzruszyć mnie tak, jakbym słuchał tej suity pierwszy raz. Czasem „wzywam” Leonarda Cohena, czasem wystarczy nauczyciel  historii Kaczmarski, albo na nowo odkrywany nieposągowy Nohawica. W słowie pisanym nie przedkładam niczego ponad Iwaszkiewicza i Żeromskiego, ale czasem trzeba sięgnąć po poezję i tu zjawia się Leśmian, gdy „o nic nie chodzi” i rewolucyjny Broniewski, który krzyczy mi nad uchem: Życie jest diabła warte / poza Szopenem, Mozartem; / poza Słowackim i Mickiewiczem / jest w ogóle niczem.”

    Życiowa maksyma? "Wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy". Ciągle pociesza mnie to, że powiedział to Einstein. Niezmiennie fascynuje mnie wszystko, co lata, tak, ptaki też, choć mówię raczej o awiacji. A kiedy trzeba się wreszcie wyciszyć wzrok pada na albumy z Caravaggiem – na te subtelne cienie i blaski albo na grafiki Durera. I jednym tchem: Malczewski i Gierymski. Ulubiony film? Chyba „Zapach kobiety” z genialną rolą Pacino. To film o wartościach, o ich priorytecie i o tym co w życiu warto. Nie, nie jest nudne kino polskie: najlepiej Wajda i Kolski, no może czasem nie zastąpiony bywa Kieślowski, a na chandrę adaptacja „Nad Niemnem” ze świetnym śp. Jackiem Chmielnikiem: „Co to za kraj? Tu wszyscy po kimś albo za czymś płaczą!”

    "Trójka" - najlepsza stacja radiowa! Bo liczy się słowo z sensem i muzyka z sensem. Sens ciągle jest w cenie. Muzycznie, od początku do końca ukształtował mnie Marek Niedźwiecki, a Lista przebojów to teraźniejszość i wspomnienia. I tak już od ho ho ho albo i dłużej.  Acha i jeszcze jedno: na co patrzą żołnierze w „Pikiecie” Gierymskiego? Nie, nie poszukuję odpowiedzi – ważne jest raczej pytanie. Bo wszystkie ważne odpowiedzi dopiero przed nami.

baner

Uwielbiam zwiedzać Polskę. Staram się w tych peregrynacjach, by słowo "zwiedzać" zawsze znaczyło dużo więcej niż "bywać". Niepoprawny polonofil – a ta nieuleczalna „przypadłość” stała się moim udziałem – stara się przede wszystkim poznawać. Krajobraz, zachowany i przetworzony, dzieje malowane architekturą – słowem obraz tożsamości. Tożsamości kształtowanej państwowością pierwszych Piastów i stabilizacją ostatniego z dynastii. Tożsamości kształtowanej rosnącą potęgą Jagiellonów, która już u progu, złamała potęgę krzyżacką, by później, mądrością braci szlacheckiej stać się udziałem stanowej monarchii, Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Obojga tylko z nazwy, bo było ich znacznie więcej. Krakowska szkoła historyczna miała rację: jest jakiś fatalizm w Nas samych, że Pierwszą Rzeczypospolitą obróciliśmy w niwecz. Mylili się co do jej dorobku. A ślady tego dorobku ostały się wszędzie. I w tym miała rację, że wszystkie te nasze płomienne zrywy od Baru poczynając, poprzez insurekcyjne kosy, marsze Z ziemi włoskiej do Polski i na Saint Domingo, poprzez rewolucyjne wiosny narodów, poprzez niemożność listopadowych generałów i styczniowe śniegi pokrywające brzegi Wiernej Rzeki i to ostatnie, kolumbowskie, winne śmierci Baczyńskiego – że te wszystkie „o naszą i waszą wolność” w istocie na niewiele się zdały. Tych śladów, podobnie jak tych po pierwszej Rzeczypospolitej również nie brakuje – ciągle warto je zobaczyć. Ale jest w tej chęci do Autor
poznawania Polski także we mnie ta druga tradycja, romantyczna, mickiewiczowska, grotgerrowska i sienkiewiczowska "ku pokrzepieniu serc". I równie jest we mnie silna i równie mi z nią dobrze, co z prawdami szkoły krakowskiej. Ileż tego romantyzmu w antyromantycznej "zaśnieżonej beznadzieją zrywu" "Wiernej Rzece", w której Żeromski potrafi zapisać takie zdanie: "Stare, wysokie topole huczały głucho hymny od wczesnego dzieciństwa znane sercu i uchu.". Koncepcje piastowska i jagiellonowska, tradycje organicznikowska i romantyczna – znoszą się we mnie wzajemnie pozostawiając to, co było w tej pogmatwanej historii piękne, trudne, wspólne, wzniosłe i Nasze. Więc zwiedzam, czyli poznaję. Poznaję samego siebie.

* * *


Mrok dziejów
Pieskowa Skała Wierzyca Kadyny
Dolina prądnika w Ojcowskim Parku Narodowym. "Kropla drąży skałę" mawia przysłowie. No i wydrążyła "Maczugę Herkulesa". Widok z najwyższego wzniesienia na Niżu Polskim czyli Wieżycy. Dąb Bażyńskiego w Kadynach, "wystrzelił" z ziemi gdy dawna kraina Prusów padała pod jarzmem Krzyżackim.

Leśno
Sandomierz Licheń
Goci, germański lud ze Skandynawii podbijali ziemie zajęte później przez Słowian już od I w. n.e. Efektem ich wędrówek była, identyfikowana przez archeologów, kultura wielbarska. Pozostawili po sobie kamienne kręgi kultowe. Najsłynniejsze z nich znajdują się w Odrach
k. Czerska, a tutaj Leśno k. Brus.
Już Długosz w "Kronice..." pisał o ziemi "rodzącej garnki" z pradawnych czasów, w okolicach Śremu.
Te gliniane naczynia eksponowane są na podziemnej trasie turystycznej pod sandomierskim rynkiem.
Jezioro licheńskie widziane z wieży dzwonnicy bazyliki. W czasach przedpaństwowych okolice jeziora pełniły rolę miejsca kultu słowiańskiego,
a resztki kamiennego ołtarza pochłonęła toń jeziora.

Raczki Smolniki Sokolica
Raczki k. Elbląga. W szerokiej delcie Wisły, na wiślanych Żuławach notujemy depresję niczym
w Holandii. Nie dziwi więc, że masowo osiedlali się tu holenderscy Mennonici, przyworząc ze sobą swoją kulturę, a zwłaszcza przepiękną podcieniową architekturę.
Andrzej Wajda zachwycił się tym suwalskim, polodowcowym krajobrazem i zatrzymał ten zachwyt na zawsze w historii polskiego filmu, w kilku scenach "Pana Tadeusza". Smolniki, na wschód
od J. Hańcza
Przełom Dunajca widziany z Sokolicy. Ileż trzeba siły
i systematyczności wodzie, by przebiła się przez takie góry?

Szczeliniec Trzcinica Trzcinica
Jedna ze studni w masywie Szczelińca Wielkiego, w Górach Stołowych. Górki średnio stare; raptem 30 milionów lat. Trzcinica, zwana Karpacką Troją, jedno z najstarszych grodzisk w Polsce. Nim w latach 1991-97 przeprowadzono tu pierwsze badania miejscowa ludność nazywała to miejsce "Wałami Królewskimi". Badania archeologiczne odsłoniły nawarstwienia kulturowe m.in. najdalej na północ wysunięte stanowisko kultury anatolijsko - bałkańskiej, a później potężne, trzyczłonowe grodzisko bardzo rowiniętego ludu kultury Ottomani - Fizeszaboni. W czasach historycznych był tu ośrodek władzy piastowskiej, którego kres nastąpił po odzyskaniu przez Ruś Kijowską grodów czerwieńskich. W 2010r otwarto skansen.

Ślęża Ślęża rez. Prządki
Mityczna Ślęża wznosząca się 718 m nad poziom morza i wyrastająca 500 metrów ponad teren zawsze budziła ciekawość. Pogański Kult Solarny na zboczach góry trwał tutaj już w epoce brązu, gdy okolice zamieszkiwali Celtowie. Później, w czasach rzymskich, Ślęża stała się świętą górą Silingów kojarzonych z Kulturą Przeworską. Niektórzy badacze skłaniają się ku hipotezie, że to własnie od nazwy tego plemiania pochodzi nazwa góry, a później także całego Śląska. Ale rodzima etymologia każe wywodzić nazwę od słowa Ślęga, które oznacza błoto. W 1110 roku palatyn Krzywoustego Piotr Włostowic, ten sam który ufundował klasztor w Strzelnie, sprowadził na Ślężę Augustianów. Wtedy góra nosiła nazwę Monte Silenci - Góra Milczenia. Z czasów przedhistorycznych na Ślęży pozostały kamienne wały kultowe i inspirujące rzeźby - m.in. Panna z rybą i dzik (po lewej) oraz słynny niedźwiedź (po prawej). Obszar masywu chroni dziś Rezerwat Krajobrazowo - geologiczny i historyczny Góry Ślęża. 14 hektarowy rezerwat "Prządki" pod Krosnem gromadzi skały piaskowcowe o fantazyjnych formach. Legenda głosi, że przypominające ludzkie postacie skały to dziewczyny ukarane za prządzenie lnu w święto.

Piastowie
Tum Rabsztyn ojców
XII wieczna, romańska kolegiata w Tumie. Tum czyli dom Boży. Wcześniej istniało tutaj opactwo benedyktyńskie, to samo które przeniesiono za Mieszka Starego do Mogilna. Odbywały się tutaj synody łęczyckie, z których pierwowzór pełną garścią zaczerpnął polski parlamentaryzm. Brama zamku w Ojcowie (po prawej) i ruiny Rabsztyna (po lewej).

Kałdus Kałdus Brzeg
Góra św. Wawrzyńca. Piastowski Kałdus k. Chełmna. Jeden z najważniejszych ośrodków administracyjnych państwa Piastów. Archeolodzy odnaleźli tu m.in. trójnawową bazylikę romańską. Gdy upadł Kałdus, obok powstał Starogród, pełniący funkcje kasztelańskie i komturskie. W XIII wieku translokowany przez Krzyżaków na obecne miejsce, czyli Chełmno. Zamek Piastów Ślaskich w Brzegu powstał w XIII w. Gdy w Krakowie, jednoczący kraj, Łokietek ścigał uczestników buntu Wójta Alberta, śląskie księstwo brzeskie wyodrębniło się z ks. Legnickiego. W poł. XVI wieku zamek przebudowany został w duchu renesansu i nazywany jest Śląskim Wawelem.

Lubiń Jędrzejów Długosz
W murach benedyktyńskiego opactwa w Lubiniu tworzył nasz pierwszy kronikarz Gall zwany Anonimem. Jędrzejowski klasztor cystersów, w murach którego zamieszkał drugi kronikarz, mistrz Wincenty zwany Kadłubkiem. Jan Długosz h. Wieniawa zwany ojcem polskiej historiografii, sekretarz Zbigniewa Oleśnickiego
i Kazimierza Jagiellończyka i wychowawca królewskich synów. Pochowany na krakowskiej skałce. Na przełomie XIX i XX wieku odsądzony od czci i wiary, dziś jego "Roczniki, czyli kroniki słynnego Królestwa Polskiego" uznawane są za jedno z ciekawszych źródeł.

Płock Płock Płock
Słynne Drzwi Płockie strzegące dostępu do katedry. Powstały w rękach genialnych odlewników z Magdeburga w pocz. XII wieku, z fundacji bp. Aleksandra z Mallone, dla katedry Płockiej. Dziś, w orginale, znajdują się w Soborze św. Zofii w Nowogrodzie Wielkim, w Rosji. Być może zostały zrabowane przez Litwinów, a być może stanowiły dar dla Szymona Lingwena brata Jagiełły i pana na Nowogrodzie. Teorii jest więcej. Kopia drzwi odlana w 1982 roku trafiła w to samo miejsce skąd zabrano oryginał. Kaplica grobowa skrywa m.in. szczątki Bolesława Krzywoustego, tego o którym polska historiografia z wyrzutem i pejoratywnym, niesłusznym wydźwiękiem nauczała, że dokonał "rozbicia dzielnicowego". W rzeczywistości genialny Krzywousty skodyfikował tendencję znaną w całej ówczesnej Europie, w której bez odpowiednich testamentów przepadały całe królestwa.

Olsztyn Olsztyn Olsztyn
Olsztyńska warownia to jedne z piekniejszych ruin w Polsce. W czasach świetności chroniła granice państwa Kazimierza Wielkiego. W jej lochu skonał śmiercią głodową ten, który odważył się podnieść rękę na królewski majestat, wojewoda poznański Maćko Borkowic. Wcześniej jednak ukorzył się, a w rocie przysięgi na wierność królowi po raz pierszy pada słowo "Rzeczpospolita", choć użyte jeszcze w łacinie.

Tyniec Tyniec Kraków
Tyniecki klasztor benedyktynów. Czy w jego murach spoczął król, który odważył się podnieść rękę na biskupa lub (wersja 2)  nie bał się srogo ukarać biskupiej zdrady - Bolesław Śmiały? Nawet jeśli jego krótkie panowanie w miarę upływu czasu jest coraz lepiej oceniane przez historyków, a legenda św. Stanisława często odbrązowiana, Śmiały - król Polski nie ma swojego grobu. Krakowska Skałka. To tutaj doszło do tragicznych wydarzeń z udziałem króla
i biskupa.

Cieszyn Ogrodzieniec Kielce
Wzgórze zamkowe w Cieszynie, stromo opadające ku granicznej Olzie, unosi jeden z najcenniejszych polskich zabytków romańskich - rotundę pw. św. Mikołaja. Budowano ją w czasie gdy w Łeczycy odbywał się Zjazd nazwany przez Matejkę Pierwszym Sejmem (1180). Ruiny ogrodzienieckiej warowni widziane
z Góry Birów.
Tablica na kieleckiej katedrze poświęcona Wincentemu z Kielc. Nie wiadomo dziś, czy ten dominikanin istotnie pochodził z Kielc. Jedno jest pewne: jego interpretacja żywotu Stanisława ze Szczepanowa sprawiła, że kanonizowano biskupa, a skazano na potępienie króla. Ale Wincenty napisał także:
"Raduj się Matko - Polsko
W sławne potomstwo płodna".
czyli Gaudemater Polonia, jeden z najważniejszych polskich tekstów hymnicznych.

Wieliczka Bochnia Pieskowa Skała
Płaskorzeźba ostatniej wieczerzy wykonana w soli, wszak to kaplica św. Kingi w Wielickiej kopalni. Wieliczka była perłą w Koronie Rzeczypospolitej. Nim jednak rozpoczęto fedrowanie w Wieliczce od pokolenia bogactwo niebywałe zapewniała Bochnia, przemysłowo od czasu mniej więcej, gdy Krzywousty sporządzał swój testament. Dolina Prądnika widziana z dziedzińca
Pieskowej Skały.

Henryków Krzeszów Książ
Klasztor cysterski w Henrykowie. To tutaj w dziele zwanym dziś Księgą Henrykowską zapisano słynne pierwsze zdanie w języku polskim: "Daj ać ja pobrusa, a ti pocziwaj", co w przekładzie na współczesną polszczyznę brzmiało by: "Daj ja pokręcę a ty sobie odpocznij" Opactwo cysterskie w Krzeszowie zwane perłą baroku śląskiego. W tym samym roku
w którym Łokietek zrzekł się Małopolski (1292) jego dalszy kuzyn z linii Piastów Śląskich Bolko I Surowy, prawnuk Św. Jadwigi Śląskiej sprowadził do Krzeszowa mnichów z Henrykowa, dając początek wspaniałemu później założeniu. Bolko I spoczął
w krzeszowskim mauzoleum.
Trzeci co do wielkości w Polsce (po Wawelu i Malborku) zamek w wałbrzyskim Książu. Pierwszą gotycką jeszcze budowlę fundował również Bolko I. Zamek słynie z historii przepięknej Marii Teresy Oliwii Hochberg von Pless zwanej "Daisy", której brat był ojczymem W. Churchila oraz owianej mrokiem tajemnic tajnej kwatery Hitlera.

Bolków Trzebnica Rytro
Zamek w Bolkowie, z nietypową wieżą dziobową fundował ojciec Bolka I, Bolesław II Rogatka. Dziś to malownicza ruina, w której odbywają się słynne festiwale muzyki gotyckiej Castle Party.
Klasztor Cysterek w Trzebnicy fundowała ich gorąca orędowniczka Jadwiga Śląska, matka Bolesława Pobożnego poległego pod Legnicą. Jadwiga została kanonizowana już w XIII wieku i szybko stała się patronką Polski i Śląska, jednak jej postać i kanonizacja wybiegały daleko dalej. Fryderyk II Wielki ufundował katedrę berlińską pw. św. Jadwigi Śląskiej - siedzibę biskupa Berlina. Dziś święta przedstawiona jest najczęściej z modelem ufundowanego przez siebie kościoła na ręku.
Czterysta sześdziesiąt metrów nad poziomem morza, w dolinie Popradu, w Rytrze, stoi zamek broniący szlaku na południe pomiędzy pasmami Jaworzyny i Radziejowej. Pierwsze wzmianki o zamku pojawiają się w przywileju Łokietka dla starosądeckich klarysek na pobór cła. W XVw pełnił rolę siedziby starostów sądeckich, wiek później był już ruiną pozostająca nią do dziś. Ale widok przepiękny.

Wrocław Chęciny Smoleń11
Tablice nagrobne piastowskich książąt śląskich na murach Wrocławskiego kościoła św. Krzyża. Zwołane przez Łokietka 26 maja 1331r na zamku
w Chęcinach Generalis Omnium Tarrari Conventum uważane są powszechnie (za Lelewelem) za pierwszy walny sejm, pierwozór tego późniejszego. Stąd Łokietek wyruszył pod Płowce, a sam królewski zamek pełnił rolę skarbca archidiecezji gnieźnieńskiej.
Ruiny zamku w Smoleniu, nie często odwiedzane przez turystów.

Mirów Bobolice Dębno
Zamek w Mirowie (z lewej), podobnie jak bratni w pobliskich Bobolicach (z prawej) wyglądają jak słynne zamki w dolinie Loary. A to przecież dziełko obronne Kazimierza, któremu potomni nadali przydomek Wielki. Ten z prawej doczekał się odbudowy. Kończyła się dynastia pierwsza w dziejach, a Jagiełło wcale nie wróżył kolejnej, gdy mistrzowie ciesiółki w podhalańskim Dębnie wznieśli to cudo. Dziś jest świadkiem ponad 600 letniej historii i pozycją na liście UNESCO z wszelkimi zaszczytami.

Odrzykoń Odrzykoń
Zamek Kamieniec w podkrośnieńskiej Korczynie - Odrzykoniu. Powstał z XIV wieku i gościł zwycięscę spod Grunwaldu. W pocz. XVI wieku zamkiem władał Mikołaj Kamieniecki, pierwszy dożywotni Hetman Wielki Koronny. Później majątek uległ podziałowi, a różnymi częściami zamku władali Bonerowie, Firlejowie, Stadniccy i Skotniccy.W pobliskim Korczynie ślub z panią Zofią z Jabłonowskich Skarbkową brał hrabia Aleksander Fredro, która posagu wniosła pisarzowi połowę zamku. W rodzinnym archiwum żony Fredro znalazł historię waśni rodowych pomiędzy Skotnickimi i Firlejami i przeniósł ja na karty "Zemsty". W 1894 roku, w setną rocznicę Insurekcji Kościuszkowskiej na zamku górnym odsłonięto pomnik Kościuszki.

Str. Sącz Opatów Muszyna
Książę krakowsko - sandomierski Bolesław Wstydliwy zapisał ziemię sądecką żonie, księżniczce węgierskiej Kindze. Późniejsza święta ufundowała klasztor klarysek w Str. Sączu w 1280 roku i tutaj dokonała żywota. Opuściła go tylko raz, gdy w obawie przed zagonem tatarskim w 1287r udała się z siostrami na zamek pieniński. W romańskiej kolegiacie w Opatowie odbywały się sejmiki ziemskie województwa sandomierskiego.
By odpowiednio motywować szlachtę wnętrze pokryto wspaniałymi, monumetalnymi, patriotycznymi malowidłami.
Po Muszyńskim zamku pozostały fragmenty murów i baszty. Powstał prawdopobnie w poc. XIV wieku jako rezydencja starostów Państwa Muszyńskiego - historyczego latyfundium z własną administracją, sądownictwem i wojskiem.

Rzeczpospolita Obojga Narodów
Grunwald Kraków Kraków
Nim nastała Rzeczypospolita Obojga Narodów na polach Grunwaldu Jagiełło i Witold złamali potegę zakonu. Zwycięstwo, choć kompletne w bitwie nie okazało sie takim w wojnie. Ale przecież argumenty Jasienicy, że tak właśnie musiało być trudno podważać. Ostatnia wielka bitwa rycerskiej Europy. Serce jagiellonowskiej Polski - Wawel
i królewska katedra.
Pomnik grunwaldzki w Krakowie,
odsłonięty 500 lat po bitwie.

Rudno Krzyżtopór Toruń
Zamek Tenczyn w Rudnie. Dobra nabyli Toporczykowie, których ród rósł wraz z rosnącą potęga Rzeczypospolitej. Później pisali się już Tęczyńscy. Krzyżtopór i jego majestat to doskonała alegoria jagiellonowskiej Polski. Krzysztof Ossoliński zapragnął przyćmić każdą rezydencję w Polsce i tak też zrobił. Ale dziesięć lat po zakończeniu budowy przyszła katastrofa "Potopu". Ossolińscy wywodzili się
z Toporczyków, tak jak Tęczyńscy.
Jedno z pierwszych wydań "O obrotach",
w Domu Kopernika w Toruniu. Dziełko, które wywróciło świat do góry nogami.

Lidzbark Warmiński Kopernik Reszel
Krzyżacki zamek w Lidzbarku Warmińskim. Najpierw ziemia Jadźwingów, potem zakonna, potem Prusy Królewskie i Prusy Wschodnie.
Dziś Polska.
To zdjęcie powstało we fromborskiej katedrze jeszcze nim ostatecznie wydobyto szczątki wielkiego astronoma i ponownie pochowano, potwierdzając wcześniej jego tożsamość. Wtedy jeszcze lokalizowano grób względem ołtarza, którym kanonik się opiekował. Krzyżacki zamek w Reszlu. Tutaj w 1811r. spłonęła ostatnia w Europie czarownica  - Barbara Zdunk.

Sandomierz Nagłowice Baranów Sandomierski
Collegium Gostomianum w Sandomierzu, słynna szkoła fundowana przez Naszego (średzkiego) Hieronima Gostomskiego, który był żywym dowodem na to, że Rzeczpospolita Obojga Narodów była "krajem bez stosów" a król nie był "panem ludzkich sumień" Dworek w Nagłowicach Mikołaja Reja, który stwierdził wszem i wobec że Polacy "nie gęsi" lecz "swój język mają". Późnorenesansowy zamek w Baranowie Sandomierskim zwany "Małym Wawelem"; siedziba rodowa Leszczyńskich. Wcześniejsza twierdza, na bazie której powstał zamek należała do wielkopolskich Górków. 

Czerna Czerna Lubostroń
Niezwykle pięknie położony (i co najważniejsze z dala od "turystycznych autostrad") klasztor Karmelitów Bosych w Czernej. Tutaj przeorem był m.in. bł. Rafał Kalinowski. "Sibi, amicitae et posteris" - sobie przyjaźni
i potomnym. Pałac Skórzewskich w Lubostroniu. Przykład wiejskiej siedziby bogatej szlachty schyłku
I RP.

Św. Krzyż Golub Dobrzyń
Złoty Stok
Kto spoczywa w krypcie na Świętym Krzyżu? Czy to rzeczywiście ten który wywoływał przerażenie na Podolu wydźwiękiem słów: "Jerema idzie!", pogromca zaporoskich kozaków Chmielnickiego, potężny książę na Wiśniowcu Jerema Wiśniowiecki? Wiele wskazuje na to, że zmumifikowane doczesne szczątki należą do innego, nieznanego z nazwiska nieboraka.
Ale legenda sienkiewiczowska trwa.
Kolubryna eksponowana przed zamkiem w Golubiu Dobrzyniu to ta sama, która "zagrała" u Hoffmana w "Potopie" i ta sama do której Olbrychski pakował bombę wypowiadając słynną kwestię: "naści piesku kiełbasę." Pierwsze prace górnicze w Złotym Stoku rozpoczęły się w drugiej połowie XII wieku. Od tego czasu do połowy l. 60-tych XXw, gdy zaprzestano fedrowania, wydobyto na powierzchnię ok. 16 ton czystego złota. Ile to wizualnie? Sześcian około 80 na 80 centymetrów! Swego czasu kruszec ze Złotego Stoku finansował dwór hiszpańskiej Izabelli i wyprawę Krzysztofa Kolumba. Jednak ciekawsza jest inna historia. Za pieniądze zarobione na swoim słynnym dziele udział w gwaredztwie złotostockim nabył pewien rzeźbiarz. Jednak wyczerpanie złóż  i bankructwo popchneły go do sfałszowania weksla, za co wypalono mu na policzkach znamię. Któż to? Wit Stwosz!

Częstochowa Św. Krzyż Kalwaria Zebrzydowska
Częstochowa. Klasztor, którego obrona przed Szwedami wyniosła do rangi stałego pomnika narodowej tożsamości. Nim "nastała" Częstochowa najważniejszym miejscem kultowym Polski był klasztor na Świętym Krzyżu. Już w czasach słowiańskich zbudowano tutaj kamienny wał kultowy, a 1006r. Bolesław Chrobry sprowadził do niego  zakonników z Monte Cassino. Klasztor ufundował Krzywousty, sprowadzając relikwie krzyża św. z Węgier. Aż trudno uwierzyć że te zdjęcia robiłem w środku lata... Inna Częstochowa, a raczej Jerozolima czyli wpisana na listę UNESCO Kalwaria Zebrzydowska.

Chełmno Tykocin Kłodzko
Chełmno, miasto zakochanych - wszak przechowywane są
w miejskiej farze relikwie samego św. Walentego. Wspaniale zachowany średniowieczny układ miejski, choć wcześniej Chełmno miało być Kałdusem i Starogrodem. Dziś i Kałdus
i Starogród to niewielkie wsie.
Jeden z pierwszych świeckich pomników (już po kolumnie Zygmunta) stanął
w Rzeczypospolitej w Tykocinie dla pogromcy Szwedów, tego co "dla Ojczyzny ratowania wrócił się przez morze"
Kłodzko, stolica historycznego księstwa kłodzkiego. Słynnie z pięknego gotyckiego mostu św. Jana porównywanego z mostem Karola w Pradze oraz słynnej przepowiedni, że jeśli w dacie spotkają się trzy siódemki wilk z płaskorzeźby napije się wody. No i się napił 7 lipca 1997r

Świecie Malbork Gierłoż
Tak komtur Świecia Heinrich von Plauen oglądał świecką farę z krenelaży warowni. Później pospieszył do Malborka i "cudem" zdążył przed spieszącym tam po bitwie grunwaldzkiej Jagiełłą. Zdążył tak skutecznie, że w następnym roku był już Wielkim Mistrzem.
A świecka fara zagrała w "Czterech Pancernych"...
Największa ceglana warownia w tej części Europy - zamek w Malborku - symbol geniuszu średniowiecznych budowniczych
i potęgi Zakonu Rycerzy Szpitala NMP Domu Jezusowego w Jerozolimie, łaskawie przygarniętych swego czasu, gdy bezdomni błąkali się po Europie. Mieli strzec północnej granicy jednego z książąt dzielnicowych, a później trzeba było jednej największych bitew średniowiecza, by Polska odetchnęła pełną piersią.
Ta sama budowla, tym razem w "miniaturze".
Park Miniatur w Gierłoży.

Malbork Kwidzyn Świdnica
Kaplica św. Anny w Malborskiej warowni i groby Wielkich Mistrzów Zakonu. Ten po lewej miał kryć szczątki von Plauena, który "pomógł" Jagielle w niezdobywaniu Malborka i ostatecznym ocaleniu Zakonu. Jednak von Plauen, mimo genialnych rokowań, w których udało mu się ocalić większość ziem zakonu, uznany został za zdrajcę i uwięziony. Kiedy zmarł, pochowano go wraz z trzema innymi "niegodnymi" mistrzami w prezbiterium katedry w Kwidzyniu. Kryptę odnaleziono, gdy szukano szczątków bł. Doroty z Mątwów. Krypta Wielkich Mistrzów w prezbiterium katedry kwidzyńskiej. Szukano grobu św. Doroty, a przy okazji odkryto jedyne zachowane szczątki trzech Wielkich Mistrzów Krzyżackich: Koniga, Orlsena i Von Plauena. Trumny ze szczątkami w bogatych szatach dostojników zakonu znajdowały się w jednym grobie. Gigantyczna świątynia Pokoju w Świdnicy wraz z drugą, w Jaworze znajduje się dziś na liście UNESCO. Kiedyś była jeszcze trzecia, w Głogowie. Powstała jako  gest tolerancji cesarza Ferdynanda III po zakończeniu wojny trzydziestoletniej, w 1656r. W zdominowanym przez katolików księstwie miała służyć ewangelikom, jednak jednym z warunków powstania była budowa z nietrwałych materiałów. Świątynia może pomieścić 7500 wiernych!

Wodziłki Tykocin MHZP
Molenna prawosławnych staroobrzędowców z Wodziłek
k. Suwałk. Ileż to w tej Rzeczypospolitej Obojga Narodów było miejsca na religie (różne!), narodowości (różne!), języki (różne!) - ważne tylko by należeć do tej samej braci szlacheckiej.
Byli w Rzeczypospolitej Żydzi w Tykocinie... Bima zrekonstruowanej synagogi w Muzeum Historii Żydów Polskich Polin na warszawskim Muranowie - tym samym, które zamienione przez faszystów w getto zrównano doszczętnie.

Grabarka Kruszyniany Stogi
Prawosławni ze swym współczesnym centrum na Grabarce... I zawsze wierni Tatarzy z Kruszynian... Cmentarz holenderskich Mennonitów w Stogach na Żuławach Wiślanych. Wygnani religijnymi waśniami ze swej ojczyzny znaleźli tutaj swój raj i swoją nową ojczyznę.

Sękowa Kwiatoń Powroźnik
Drewniany kościołek w Sękowej k. Gorlic zachwycał wielkich: Axentowicza, Wyspieńskiego, Tatmajera, Mehoffera... Od stycznia do maja roku 1915 znajdował się na lini frontu i został straszliwie doświadczony, co we wnętrzu widać do dziś. Nie przeszkadzało mu to jednak znaleść się na liście UNESCO. Kwiatoń k. Gorlic to miejce kolonizacji prowadzonej przez Gładyszów z Szymbarka. W XVII wieku zbudowano tą piękną cerkiew grekokatolicką pw. św. Paraskewy. W pocz. XIX wieku wnętrze pokryto piękną polichromią. Po przesiedleniach w ramach akcji Wisła aż do 1988 roku służyła jako magazyn. Dziś użytkowana jako kościół rzymsko - katolicki wpisana jest na listę UNESCO Cerkiew grekokatolicka w Powroźniku na ziemi sądeckiej pochodzi z 1604r. Gdy Napoleon przegrywał pod Lipskiem w maleńkim Powroźniku mieli inne problemy, trzeba było przenieś cerkiew w inne, mniej zalewowe miejsce i zrobiono to. Obecnie pełni fukcję kościoła rzymsko- katolickiego i w 2013 roku została wpisana na listę UNESCO.

Haczów Blizne
Zrębowy kościół pw. Wniebowzięcia Najświętrzej Marii Panny w Haczowie jest największym drewnianym kościołem gotyckim na świecie. W środku urzeka powstała pod koniec XV wieku unikatowa polichromia. Kościół znajduje się na liście UNESCO i na Szlaku Architektury Drewnianej Województwa Podkarpackiego. Blizne i jedyny na świecie zachowany drewniany zespół kościelno - plebański ze wspaniałym, zrębowym XV wiecznym kościołem pw. Wszystkich Świętych zbudowanym z jodłowych bali. Prócz kościoła z niesamowitymi polichromiami, w zespole znajdują się: dawna plebania, dawna szkoła parafialna, stodoła i lamus. Obiekt wart listy UNESCO. Wraz z pobliskim Haczowem znajduje się także na Szlaku Architektury Drewnianej Województwa Podkarpackiego.

Spichlerze Grudziądz Willanów
Zespół grudziądzkich spichrzów jest symbolem polskiego złotego wieku, w którym "polskie złoto" - zboże płynęło milionami ton do Gdańska. Powstawały od XIV wzdłuż skarpy wiślanej i pełniły w związku z tym także funkcje obronne. Gdy tutejsze dobra, dawną własność płockich benedyktynów nabył w 1677 król Jan III Sobieski nazwał je Villa Nowa. Cztery lata później rozpoczęła się budowa tego wspaniałego barokowego pałacu. Skrzydła dobudowano pół wieku później. Pod koniec XIX wieku dobra willanowskie przeszły w ręce potomków targowiczanina - Branickich i pozostawały w nich do 1939r. Obecnie pałac jest siedzibą Muzeum Pałacu Króla Jana II Sobieskiego i od 1994 pomnikiem historii.

Krasiczyn Krasiczyn
W zakolu rzeki San, w latach 1580-1631, powstała jedna z najpiękniejszych polskich rezydencji magnackich - Krasiczyn. Renesansowo - manierystyczny zamek od lat 30 tych XIX wieku znajdował sie w rękach Sapiehów i to własnie tutaj urodził się, w 1867 roku, Adam Kardynał Sapieha - "Książę Niezłomny", arcybiskup krakowski, który wyświęcił na kapłana przyszłego papieża Karola Wojtyłę. Największe wrażenie robi pokrywająca mury sgraffitowa dekoracja.

Zagłoba Choroszcz Skępe
Warszawa. Dawne ogrody przy zbudowanym w pierwszej połowie XVII wieku pałacu Kazaneckich. Pałac pierwotnie Zygmunt III przeznaczył dla syna Władysława, lecz już w połowie stulecia stał się siedzibą klasztoru karmelitanek bosych. W 1656 roku słynną walkę z małpami stoczył tutaj imć Zagłoba o czym informuje nieco zapomniana tablica. Ot, skromna letnia willa Branickich z Białegostoku.
Tutaj w pobliskiej Choroszczy.
Kościół i klasztor pw. Zwiastowania NMP w Skępem powstał z pocz. XVIw z fundacji Mikołaja Kościeleckiego, w miejscu maryjnych objawień. Kościelecki sprowadził tutaj Braci Mniejszych czyli Bernardynów. Pierwsze objawienie w 1495 roku stało się udziałem Jana z Pobiedzisk. Dziś gotycka figurka MB zwana jest Panią Mazowsza.

Stoczek Klasztorny Stoczek Klasztorny Leżajsk
Klasztor Bernardynów, Sanktuarium Maryjne z bazyliką Nawiedzenia Najświętszej marii Panny w Stoczku Klasztornym. Przez rok, pomiedzy październikiem 1953 i 1954 władze więziły w jego murach Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Ohel Cadyka Elimelecha w Leżajsku. Na przełomie lutego i marca przed grobem jednego z największych cadyków judaizmu, zmarłym w 1787 roku gromadzą się tłumy Chasydów. Rebe to znaczy powszechna cześć pokora i sprawiedliwość.

Stańczyk Radzyń Chełmiński
Do znudzenia przypominana allegorię ducha narodu: w tle wawelskie komnaty wypełnione śmiechem i zabawą - wszak Rzeczypospolita to potęga! A na pierwszym planie królewski błazen, który jako jedyny w tym towarzystwie rozumie, że nadciąga otchłań historii, w którą wpadniemy na własne życzenie - właśnie dlatego, że list o utracie smoleńskiej twierdzy nie leży na stole królewskim, lecz na stole trefnisia, który rozumie jego prawdziwe znaczenie. 30 lipca 1514 roku Wasyl III zdobywa Smoleńsk: wrota na świat dla młodego i potężniejącego Księstwa Moskiewskiego. Rzeczypospolita traci strategiczny punkt na 100 lat... Za oknem spada kometa i choć tego Stańczyk nie dostrzega, nie potrzeba mu innych znaków, by wiedział jak krótkowzroczni są jego rodacy... Gród w Radzyniu Chełmińskim krzyżacy zdobyli po 1231 roku, a sto lat później wznieśli zamek. Nie przypuszczali pewnie, że pod jego murami wyrośnie im pod koniec XIV w opozycja w postaci Związku Jaszczurczego. W rękach polskich był już przed wybuchem wojny trzynastoletniej. Rozbiórkę zamku rozpoczęły władze pruskie po I rozbiorze. Dzisiaj jest trwałą ruiną, ale na wieże wspiąć się można a widok obłędny!

Rzeszów Rzeszów
Rzeszowski zamek. Choć wydaje się stary powstał w latach 1902-1906 na miejscu dawnego zamku Lubomirskich, który ze względu na fatalny stan trzeba było rozebrać. Pierwszy zamek istniał tutaj w XVI wieku, a jego włascicielem był kasztelan czchowski i sandomierski Mikołaj Spytko Ligęza. Od 1637 roku zamkiem i okolicznymi dobrami władał Jerzy Sebastian Lubomirski, Hetman Polny Koronny, postać dwuznaczna. Najpierw, jako jeden z nielicznych magnatów kazał iść precz Karolowi Gustawowi, gdy ten ze swymi wojskami wlał się do Polski a już 10 lat później zmontował rokosz przeciwko Janowi Kazimierzowi. Pierwotny zamek w Łańcucie z XIV wieku istniał do 1609 roku
i znajdował się w zupełnie innym miejscu. Obecna rezydencja Pilecckich, Stadnickich, Lubomirskich i Potockich powstała
w 2 poł. XVI wieku.
W jej wspaniałych wnętrzach kręcono "Trędowatą".

Wola Pałac pod Blachą
Pomnik Electio Victim postawiono z okazji 400 lecia stołeczności Warszawy,
w miejscu zwanym polem elekcyjnym, gdzie brać szlachecka wybierała monarchę. Granitowy trzon kolumny pochodzi z rozbiórki pałacu Kronenberga przy ul. Króleskiej. Pałac spalony w 1939r rozebrano po wojnie, a na jego miejscu stanął hotel Victoria.
Przycupnięty przy królewskim zamku Pałac pod Blachą mieścił początkowo królewską bibliotekę. W 1794 roku stał się podarunkiem królewskim dla bratanka ks. Józefa Poniatowskiego i z miejsca zyskał sławę hulaszczej siedziby, co doskonale opisał Brandys w "Kozietulskim i inni". W 1807r ks. Józef dorósł, a historia uczyniła go Ministrem Wojny, stąd dawna hulaszcza siedziba z miejsca stała się gmachem państwowym.

Nowy Sącz Tczew Szymbark
"Na pagórku niewielkum, we brzozowym gaju,
stał dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany,
Świeciły się z daleka pobielane ściany,
Tym bielsze, że odbite od ciemnej zieleni
Topoli, co go bronią od wiatrów jesieni"
Adam Mickiewicz, Pan Tadeusz, ks. I

Dwór Polski
z Rdzawy k. Bochni w Sądeckim Parku Etnograficznym.
Viscla - rzeka której brzegi zasiedliły plemiona Celtyckie pojawiła się już na mapie cesarza Agryppy z VII w po Chrystusie. Później opisał ja także Pliniusz Starszy w swej słynnej Historii Naturalnej. Dziś historię Naszej najważniejszej rzeki opisuje w pasjonujący sposób Muzeum Wisły w Tczewie. Kasztel - dwór obronny Gładyszów h. Gryf
w Szymbarku powstał w 1540 roku. Zamieszkały był do końca XVIII wieku, później długo pozostawał ruiną.

Zamość Zamość
Unikalny zespół architektoniczno - urbanistyczny starego miasta w Zamościu wpisany na listę UNESCO. Miasto zwane Padwą Północy i perłą renesansu.
Prawa miejskie uzyskało w 1580 roku, a nadał je kanclerz i Hetman Wielki Koronny, Jan Zamoyski, założyciel słynnej Akademii, która swego czasu podbierała kadrę naukową jagiellonce.

Miasteczko Galicyjskie Nowy Sącz Biecz Binarowa
W 2011 roku na zapleczu Sądeckiego parku Etnograficznego powstało Miasteczko Galicyjskie - rekonstrukcja typowego rynku galicyjskiego miasteczka. W ramach rekonstrukcji powstało 20 obiektów.  Biecz zwany polskim Carcassonne, miasto królewskie Corona Regni Poloniae.
W czasach I Rzeczypospolitej był jednym
z najznamienitszych miast Ziemi Krakowskiej. Urodził się tutaj Marcin Kromer (1512-1589), humanista, historyk
i pisarz, dyplomata, przywódca kontreformacji i sekretarz króla Zygmunta I.
Pobliska Biecza Binarowa kryje przecudnej urody kościółek drewniany, zbudowany w latach 1501-1510
za króla Olbrachta. Cały sprzęt i wyposażenie (użytkowane do dziś!) pochodzi z XVI wieku i do tego jeszcze ta oszałamiająca polichromia. Kościółek jest jednym z ośmiu drewnanych budowli sakralnych
z terenu Polski wpisanych na listę UNESCO.

Leżajsk1 Leżajsk
Zespół bazyliki pw. Zwiastowania Najświętszej Marii Panny i klasztoru w Leżajsku powstał dla sprowadzonych tutaj w początku XVII wieku Bernardynów. W 1675 roku całość założenia otoczono murem, chroniącym przed częstymi napaściami tatarskimi. Bazylika słynie, przede wszystkim, z jednych z najpiękniejszych na świecie organów powstałych w XVII wieku z fundacji Potockich.

Ojczyzna bez państwa
Tyniec Kamieniec Suski Warszawa
"Mit założycielski" całej doby walk narodowowyzwoleńczych czyli Konfederacja Barska. Ważną rolę odegrał Tyniec, bo z murów tego klasztoru wyruszyły oddziały które zdobyły Wawel. Kamieniec Suski dawniej Finckenstein. Stąd Napoleon dowodził całą Europą i tutaj powołał do życia najsłynniejszy polski pułk konny doby napoleońskiej - Szwoleżerów Gwardii. Na warszawskim placu Powstańców Warszawy Napoleon jest już zadomowiony. Przed wojną stanął tutaj z inicjatywy Szkoły Wojennej, a plac nosił nazwę Placu Napoleona. Przed Prudentiala cesarz wrócił w 2011r.

Żelazowa Wola Powązki Powązki
Dworek w Żelazowej Woli to lewa oficyna nieistniejącego już dworku Skarbków, w którym w 1810 roku na świat przyszedł genialny romantyk - kompozytor: Fryderyk Chopin, który rozsławił Polskę - ojczyznę bez państwa. Dwór Skarbków spłonął już dwa lata po jego narodzinach, a prawa oficyna w czasie I w. św. Rodzice Chopina przenieśli się do Warszawy zanim Frycek skończył rok, jednak to nad Utratą, w szumie mazowieckich wierzb, wakacje spędzał przyszły geniusz. Muzeum kompozytora powstało tutaj już w 1931 roku, choć aż do 2007 roku eksponowano niewłaściwą izbę narodzin kompozytora. Powązkowska kwatera poświęcona jedynemu zwycięskiemu polskiemu powstaniu - Powstaniu Wielkopolskiemu. Kwatera C-13 na wojskowych powązkach kryje szczątki doczesne bohaterów powstania styczniowego. Dażeni ogromną estymą weterani powstania mieli w II RP stałą pensję i prawo do munduru z odpowiednimi oznaczeniami. Wszystkich także promowano na stopień oficerski. W 1924 roku żyło ich jeszcze 1791, a w rok przed wybuchem wojny zaledwie 52. Najdłużej żyjący weteran przeżył wojnę.

Kiernozia Złoty Potok Belsk Duży
Kiernozia k. Łowicza. Krypta grobowa Marii Walewskiej, która jak nikt inny wpisała się w hasło "My z Napoleonem". Dworek Zygmunta Krasińskiego w Złotym Potoku. Ojciec naszego "trzeciego wieszcza", Wincenty, dowodził Szwoleżerami Gwardii... ... którzy 1808r. w szaleńczej szarży na przełęczy Somosierra roznieśli na szablach, broniących dostępu do Madrytu Hiszpanów. To wtedy Napoleon miał powiedzieć słynne słowa: "Dla moich Polaków nie ma rzeczy niemożliwych". W Belsku Dużym k. Grójca pochowany jest ten, który słynną szarżę poprowadził Jan Kozietulski, a który nieszczęśliwie dał nazwę jednej z rzekomych narodowych cech: kozietulszczyźnie

Ostróda Stańczyki Dowspuda
21 lutego 1807r zamek ostródzki stał się stolicą Europy za sprawą rezydującego tutaj, po bitwie pod Iławą Pruską, Napoleona. Tylko przez miesiąc, bo potem Napoleonowi bardziej spodobał się Kamieniec Suski i Walewska. Kiedy Prusacy zaczeli wznosić olbrzymie mosty, niesłusznie nazywane akweduktami Puszczy Romnickiej w Stańczykach, mieli w planach kolej z Chojnic przez Kwidzyń aż do Olity. Był rok 1912 i wkrótce wybuchła wojna. Po 1918r. mosty gwałtownie straciły na znaczeniu bo i ruch był już tu tylko lokalny. Tyleż pozostało z przepięknego ongiś pałacu Paca
w Dowspudzie. To w związku z tym, utrzymanym w stylu neogotyku angielskiego (porównywalnym w pięknie tylko
z kórnicką rezydencją Zamoyskich) oraz z pałacem warszawskim ukuto, poprzez zazdrość, bardzo krzywdzące powiedzenie "Wart Pac pałaca...". Generał Ludwik Michał Pac był jednym z najbardziej zasłużonych patriotów okresu rozbiorowego.

Góra św. Anny Góra św. Anny Gorlice
Góra św. Anny. Góra Chełmska - 408 m n. p. m. Bazylika i sanktuarium św. Anny Samotrzeciej istnieje tutaj od lat 80 tych XV wieku. Miejsce kultu i jego okolice stało sie areną zaciekłych walk powstańczych w czasie III Powstania Śląskiego. Na stokach góry znajduje się dziś Muzeum Czynu Powstańczego. Góra św. Anny. W nieczynnym kamieniołomie nefelinitu i wapienia Niemcy zbudowali amfiteatr, który mógł pomieścić 27 tysięcy ludzi. W pobliżu zlokalizowano mauzoleum niemieckich żołnierzy poległych w walkach z powstańcami. Po II wojnie teren amfiteatru uporządkowano, a w miejscu mauzoleum powstał  pomnik czynu powstańczego dłuta Xawerego Dunikowskiego. Całość założenia ostatecznie oddano po siedmioletniej budowie. W 1853 roku na lwowskim Łyczakowie odbyła się pierwsza na świecie operacja chirurgiczna oświetlana lampą naftową. Jej pomysłodawca Ignacy Łukaszewicz rok później przeniósł się do Gorlic i uruchomił tutaj pierwszą na świecie uliczną latarnię naftową. Pionier przemysłu naftowego umarł bedąc bogatym człowiekiem. Ciekawe co powiedziałby dziś, gdyby mógł zobaczyć jakie znaczenie ma ropa naftowa.

MN Niegolewo Warszawa cytadela
Absurdalność sytuacji, strach, zagubienie i bezmiar złowrogiej przestrzeni. Powstańcy wypytują dziada lirnika w chwili, gdy gdzieś w oddali zachodzi coś, co wywołuje napięcie i niepewność. Nie cały metr kwadratowy genialnego płótna Gierymskiego. Mój ulubiony obraz. W tym miejscu, w wielkopolskim Niegolewie do 1940r stał pomnik wystawiony z inicjatywy Andrzeja Niegolewskiego, jednego z uczestników bitwy somossierskiej. 2500 metrów i 8 minut szarży 125 szwoleżerów, która stała się pomnikiem historii, elementem kodu tożsamości narodowej. Centralny punkt Warszawskiego Rejonu Umocnionego: cytadela warszawska, zwana - w czasach gdy powstała - aleksandrowską. Cele zbudowania po upadku powstania listopadowego twierdzy, która kosztowała 8 i pół tony złota skradzionego z kasy Królestwa Polskiego były dwa: obrona strategicznego punktu - Warszawy i pacyfikacja w razie kolejnego powstania. Zasięg dział twierdzy sięgał 1500 m i kontrolował Stare Miasto, a na codzień stacjonowało w niej 5 tys żołnierzy. Twierdzę otoczyły dwa pierścienie fortów, a rejon umocniony stanowiła także ogromna twierdza Modlin i twierdza Zegrze. W tzw. X Pawilonie twierdzy zorganizowano więzienie karno - śledcze, w którym swego czasu przebywali Roman Dmowski i Józef Piłsudski i które było etapem w drodze na stryczek lub na Syberię. W kwietniu 1864 roku na stokach cytadeli powieszono dyktatora Powstania Styczniowego Romualda Traugutta i innych członków Rządu Narodowego. W pamiątkowym obelisku zachowały się szczątki oryginalnej szubienicy. Dziś X Pawilon, wraz z Pawiakiem i Muzeum w Al. Szucha stanowi Muzeum Niepodległości.

Będomin Wybicki Brodnica Oblęgorek
Będomin k. Kościerzyny. Dworek rodzinny Józefa Wybickiego, który był łaskaw na dalekiej ziemi włoskiej napisać po prostu: "Jeszcze Polska nie umarła, kiedy my żyjemy". Józef Wybicki h. Rogala w Brodnicy, gdzie został pochowany, a pierwotna mogiła istnieje do dziś. uczestnik Konfederacji Barskiej
i Insurekcji Kościuszkowskiej, senator wojewoda Księstwa Warszawskiego i organizator administracji Królewstwa. Jako jeden z ostatnich użył Liberum Veto przeciwko ustawom Repninowskim. Przyjaciel Dąbrowskiego, a nade wszystko twórca hymnu.
Sienkiewiczowski Oblęgorek k. Kielc. Jakim narodem byli by dziś Polacy bez Zagłoby i Skrzetuskiego, baz Maćka
i Zbyszka z Bogdańca? Co podrywałoby siatkarzy do walki tak bardzo jak "Pieśń o małym rycerzu"? Dla mnie to także świetna "Rodzina Połanieckich" i niedokończone "Legiony".

Matejko Bóbrka skansen Bóbrka skansen
Niezrównany nauczyciel historii kreślonej na płótnie, narodowy symbolista historyczny. Całe pokolenia sprowokował do myślenia o histori Polski Matejką.
A polscy królowie mają dla nas twarze wymyślone przez niego. Przez zatarg z Radą Miejską nie pochowany na krakowskiej skłace, lecz na cmentarzu Rakowickim.
Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza w Bóbrce k. Krosna przedstawia dorobek całego przemysłu naftowego, ale przede wszystkim najstarszej na świecie kopalni ropy, która powstała tutaj w 1854 roku. Już sześć lat później wydrążono istniejący do dziś szyb Franek. Ręcznie wydrożono go do głębokości 50 m, a później pogłębiono trzykrotnie za pomocą wiertnic. Łącznie, w tej kopalni, powstało ponad 60 szybów naftowych. W 1972 roku z inicjatywy Łukasiewicza, w pobliżu biura kopalni, stanął obelisk, upamiętniający jej założenie. Jeszcze wtedy nikt nie spodziewał się jak zawrotną karierę zrobi ta oleista czarna maź prosto z ziemi.

Ojców Szczaniecka Ząbkowice Śląskie
Pomysłowość Polaków w dziedzinie oporu przeciwko obcym prawom w każdym zaborze wyglądała podobnie. Wielkopolanie mieli swojego Drzymałę, a Małopolanie Józefa Robotnika, który na zakaz budowy świątyni na gruncie zbudował ją po prostu na wodzie, na Prądniku
w Ojcowie.
Emilia Sczaniecka - "siostra miłosierdzia" powstań: listopadowego i styczniowego, filantropka i działaczka niepodległościowa. Jedna z najważniejszych postaci Najdłuższej Wojny Nowoczesnej Europy. Pochowana
w Michorzewie.
W 1606 roku doszło do ślubu Dymitra Samozwańca i Maryny Mniszchówny, ale zwykli ludzie w całej Europie emocjonowali się wydarzeniami w niewielkim miasteczku Frankenstein. Doszło tam do procesu i stracenia 17 osób (w tym 8 grabarzy) podejrzewanych
o wywołanie zarazy. Dwieście lat później Mary Shelly zainspirowana ciekawą historią napisała słynną powieść "Frankenstein, czyli współczesny Prometeizm". Dzisiaj to Ząbkowice Śląskie, gdzie można zwiedzać gabinet Frankensteina oraz miasto krzywej wieży.

Strawczyn Września111 Moszna
Antyromantyczne "Klechda domowa" czytana do poduszki, czyli "Wierna Rzeka" i ogrom napoleońskiej beznadziei czyli "Popioły" w istocie rzeczy zawsze, podświadomie wzmacniają tradycje romantyczne niż je zwalczają. Lubię ten polski paradoks. Strawczyn i miejsce po rodzinnym domu tego, który w przeciwieństwie do Sienkiewicza rozdrapywał rany - Żeromskiego. Września. Pomnik dzieci wrzesińskich, które chciały mówić we własnej mowie i zastrajkowały bez względu na represje. Przepiękny pałac w stylu neorenesansowym
w Mosznej był od poł. XIX wieku do końca II w.św. siedzibą śląskich przemysłowców TieleWinklerów.
Do 2013r działało w nim Centrum Terapi Nerwic, które przeniesiono do nowych budynków, a pałac udestępniono turystycznie. Jest jedną z perełek opolskiego.

Reduta 56 Reduta Ordon Warszawa
Warszawa. Reduta nr 56 zwana wolską powstała przed 1831 rokiem na miejscu dawnych umocnień insurekcyjnych i stała się głównym punktem umocnień wolskich, broniących Warszawy od zachodu. 6 czerwca 1831 roku  dowodzona przez gen. Józefa Sowińskiego przyjęła główne uderzenie 11 batalionów i 76 dział  feldmarszałka Iwana Paskiewicza. 1300 polskich żołnierzy i 12 dział nie mogły zdziałać cudów... Upadek reduty był upadkiem Warszawy i powstania. A śmierć Sowińskiego przyczynkiem do legendy zaklętej wierszem Słowackiego. Reduta nr 54 osłaniała główny szaniec wolski od południa. Obsadzona przez kilkudziesięciu artylerzystów i 2 kompanie piechoty (1/3 planowanej obsady) przyjęła na siebie 6 września główne uderzenie rosyjskie i padła w trzeciej godzinie walki. Sprawę ułatwił rosjanom fakt nieobsadzenia, wysuniętej na zachód, reduty nr 55, którą zajęli błyskawicznie i która posłużyła za osłonę. W chwili wdarcia się rosyjskich szwadronów do reduty nr 54 nastąpiła ekslozja ładunków prochowych, spowodowana prawdopodobnie przypadkowym ogniem. Do legendy reduta przeszła dzięki wierszowi Mickiewicza jako Reduta Ordona, choć Julian Konstanty Ordon redutą nie dowodził, a był jedynie dowódcą artylerii. Wbrew mickiewiczowskiej wersji przeżył wybuch i spoczął dużo później na Cmentarzu Łyczakowskim. W miejscu reduty nr 55 rosjanie wznieśli potężny obelisk zwycięstwa, który widoczny był z przebiegającej obok linii kolei warszawsko - wiedeńskiej. W okresie II RP w miejscu obelisku stanął pomnik Reduty Ordona (fotka z prawej). Jednak wnikliwi badacze wiedzieli, że prawdziwa Reduta Ordona, reduta nr 54 istniała bardziej na wschód. Archeologicznie istnienie reduty nr 54 potwierdzono w 2011 roku, zachowały się przy ul. Na bateryjce (prócz charakterystycznej nazwy) widoczne do dziś szańce. Niestety, pomnik prawdziwej reduty (fotka z lewej) to dziś czyn społeczny, co powinno napawać władze stolicy wstydem ...

kanał elbląski kanał elbląski kanał elbląski
Kanał Elbląski zwany często niesłusznie kanałem ostródzko - elbląskim to zabytek na skalę światową, stąd starania o wpis na listę UNESCO. W styczniu 2011 roku został Pomnikiem historii. Trasa kanału Elbląg - Ostróda liczy 84 kilometry, ale wraz z wszystkimi odgałęzieniami kanał ma ponad 150 km długości i łączy Pojezierze Ostródzkie z Elblągiem i Zalewem Wiślanym (także z Gdańskiem i Bałtykiem). Prace projektowe, z inicjatywy cesarza Wilhelma II, rozpoczęto w 1837r, a celem było zintensyfikowanie gospodarki Prus. Problem jednak leżał w różnicy wysokości pomiędzy Ostródą i Elblągiem, sięgającej ponad stu metrów. W rezultacie wybudowano 4 śluzy i 5 unikatowych pochylni, po których statki przeciągane są na specjalnych saniach. Koszt budowy kanału wyniósł w przeliczeniu 77 ton złota, a swe gospodarcze fukcje sprawował... tylko 50 lat, nim zastąpiły go kolej i samochody. Dzisiaj 11 godzin w morzu ciszy i przyrody to coś czego nie uświadczy się nigdzie indziej.

XX wiek
Westerplatte Warszawa Warszawa
Mit Westerplatte, choć odarty dziś z niepotrzebnego patosu i przekłamań nadal potrafi się skutecznie bronić. I co ważne jest chyba nam potrzebny. Powstanie warszawskie, kolejny kłopot, bo należę do tych którzy uważają, że jego rozpoczęcie było błędem. Poza tym, zwyczajnie po ludzku trudno mi sobie wyobrazić mojego syna w roli tego chłopca
z pomnika. Ale wiem też, że ten cały sprzeciw wynika z wszelkich "zważonych" konsekwencji.
I wiem też, że ono po prostu musiało wybuchnąć.

Al. Szucha Warszawa Al. Jerozolimskie Warszawa
Jan Chryzostom Szuch był architektem i urbanistą króla Stasia, a ulica nosząca później jego imię była jednym z elementów osi stanisławowskiej. W końcu lat dwudziestych stanął tutaj gmach Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. We wrześniu 1939 roku gmach, jako swoją placówkę przejęły Gestapo, SD i Ordungspolizei. W podziemiach lewej oficyny powstało więzienie śledcze, do którego na krwawe przesłuchania dowożono więżniów Pawiaka. Dzwięk słowa "Szucha" stał się dla warszawiaków nieznośnym synonimem męki i cierpienia. Dziś mieści się tutaj Muzeum Walki i Męczeństwa, stanowiąc wraz z Pawiakiem i X Pawilonem oddział Muzeum Niepodległości. Al. Ujazdowskie w Warszawie. W tym miejscu oddział dywersji bojowej "Pegaz" Kedywu KG AK 1 lutego 1944 roku zastrzelił znienawidzonego dowódcę SS i policji na dystrykt warszawski GG Franza Kutcherę - kata Warszawy. Brawurowa akcja trwała minutę i 40 sekund.

Nowy Port Nowy Port Tczew
"Z tego okna 1 września 1939 roku w kierunku polskiego Westerplatte o godzinie 4.45 rano padły pierwsze strzały II wojny światowej". Latarnia morska w gdańskim Nowym Porcie. Modne stało się prześciganie, gdzie padły pierwsze strzały. Charzykowy, trzecia z minutami, Westerplatte 4.48, Wieluń 4.40 a może jednak 5.40?... ... czy może 4.34 i klucz stukasów pod dowództwem Bruno Dileya schodzący do ataku na mosty tczewskie.

Łączka Łączka Łączka
Kwatera "Ł" warszawskich Powązek Wojskowych zwana Łączką, kryje szczątki kikudziesięciu, a może nawet kilkuset żołnierzy wyklętych mordowanych od 1948 roku
w osławionym więzieniu mokotowskim. Ciała wywożone pod osłoną nocy grzebano na tyłach ówczesnego cmentarza komunalnego. W 1964 roku teren włączono do Powązek Wojskowych i urządzono na nim śmietnik.
Po przeprowadzonych tutaj ekshumacjach i potwierdzeniu wielu pochówków urządzono Mauzoleum otwarte we wrześniu 2015r. Niesamowitym swiadectwem odkrywanej prawdy jest świetna książka Małgorzaty Szejnert "Śród Żywych Duchów".
W tym miejscu odnaleziono szczątki doczesne mjr. Zygmunta Szendzielarza ps "Łupaszka". W 1939r był d-cą szwadronu kawalerii w Wileńskiej Brygadzie Kawalerii. W podziemnej armii został dowódcą 5. Wileńskiej Brygady AK zwanej "Brygadą Śmierci". Ten żołnierz wyklęty nie jest dziś jednoznacznie postrzeganą postacią głównie poprzez pryzmat zbrodni w Dubinkach i wpisuje się w dyskusję
o pogmatwanych kresowych życiorysach.
W 1951r skazany został osiemnastrokrotnie na karę śmierci.
Za to bardzo jednoznacznie czytać należy życiorys rotmistrza Witolda Pileckiego - postaci wielkiej.
W 1939r był dowódcą plutonu w 19. DP Armii Prusy, który rozwiązał dopiero 17 października. I chociażby
z tej perspektywy widać jak bardzo krzywdzące jest utarte określenie "Kampania Wrześniowa". Od początku wojny pozostawał w konspiracji, a od 1940 roku na własne życzenie dał się wywieść do Auschwitz, gdzie zorganizował ruch oporu. Był autorem pierwszych raportów o ludobójstwie. Po udanej ucieczce z Obozu znowu w podziemiu, a już po zakończeniu wojny trafił do Armii Andersa, lecz jako żołnierz NIE wrócił do kraju. Wrócił po wyrok, śmierć w stalinowskim więzieniu
i pokrytą śmieciami łaczkę jako miejsce spoczynku. Wrócił także jako symbol niezłomności i zasad, egzemplifikacji powiedzenia że prawda zwycięża.

Służewiec Powązki Grudziądz
Oprócz "Łączki" był jeszcze Służewiec, gdzie za płotem cmentarza parafialnego przy kościele pw. św. Katarzyny potajemnie grzebano ciała żołnierzy wyklętych zamordowanych w więzieniach praskim i  mokotowskim. Z inicjatywy proboszcza powstał w 1989 roku ten memoriał. Na dużym głazie wyryto wiersz:
Przechodniu! pochyl czoło wstrzymaj krok na chwilę
Tu każda grudka ziemi krwią męczeńską broczy
To jest Służewiec, to nasze Termopile
Tu leżą Ci co chcieli bój do końca toczyć
Nie odprowadzał nas tu kondukt pogrzebowy
Nikt nie miał honorowej salwy ani wieńców
W mokotowskim więzieniu krótki strzał w tył głowy
A potem mały kucyk wiózł nas do Służewca
Z Jej imieiem na ustach zwyciężyc lub zginąć
Szliśmy w oddziałach "Wilka" i murach Starówki

Pod Narwik, pod Tobruk, Pod Monte Casino
By w tym piasku kres znaleść żołnierskiej wędrówki
We wrześniu 2015 roku III RP oddała hołd Żołnierzom Wyklętym wystawiając Mauzoleum Wyklętych - Niezłomnych na kwaterze "Ł". Pod orłem znalazł się m.in. fragment wiersza Oppmana:
"Gdzie są ich groby Polsko!
Gdzie ich nie ma!"
Od 1920 roku Centralna Szkoła Jazdy, a od 1928 do Września Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu stanowiło rzeczywiste centrum polskiego oręża. Kawaleryjska "doktryna" Marszałka i jego miłośc do tego rodzaju broni sprawiły, że ułan w II Rzeczypospolitej był kimś. Wrzesień udowodnił, że świat ma już inne bronie główne, które rozstrzygają o losach wojen. Ostatnim komendantem Centrum był gen. Tadeusz Komorowski "Bór", późniejszy dowódca AK, a jednym z wykładowców mjr. Henryk Dobrzański "Hubal", legendarny wrześniowy dowódca. Absolwentem rocznika 1934 był Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka"... Trzy róźne życiorysy, trzy drogi do Polski. Dzisiaj w Grudziądzu o kawaleryjskich tardycjach przypomina m.in. pomnik ułana i dziewczyny przy Schodach Słowackiego, nad Wisłą

Podkowa Leśna T. Mazowiecki Laski
Stawisko w Podkowie Leśnej czyli 18ha szczęścia Jarosława Iwaszkiewicza. Mieszkał tutaj od 1928 roku do śmierci w 1980 roku. Posiadłość dał w prezencie nowożeńcom ojciec Anny Iwaszkiewiczowej, Stanisław Lilpop, syn znanego przemysłowca. Urodzony w Płocku, spoczął na niewielkim cmentarzu leśnym przy Zakładzie dla Dzieci Niewidowych w Laskach. Doradca Solidarności i pierwszy niekomunistyczny premier III Rzeczypospolitej - Tadeusz Mazowiecki. Jego słynny sejmowy gest pozostaje jednym z najważniejszych symboli polskiego Zwycięstwa.

Warszawa Przebrno Strękowa Góra
Ciągle nie wiem co mam sądzić o tym facecie za mną. Nie potrafię padać na kolana przed jego dokonaniami, ale wiem że dokonał rzeczy wielkich, niepospolitych. Choć w niektórych ogromnie się mylił to jednak mam odruch jego obrony, gdy ktoś oczernia. W 1919 roku, na mocy Traktatu Wersalskiego Europa uczyniła Gdańsk Wolnym Miastem. Na Mierzei Wiślanej, w Przebrnie przetrwał ten historyczny rarytas: słupy graniczne z oznaczeniem granicy WMG i Niemiec
(z literką D). Dwadzieścia lat później Europa już nie chciała umierać za Gdańsk.
Strękowa Góra nad brzegami Wizny, czyli osławione w PRLu polskie Termopile. Jak to z tą bohaterską obroną przesmyku było? Majorze Władysławie  Raginis - stancie do Apelu!

Oświęcim Hel Hel
Auschwitz - Birkenau. Fabryka masowo zaplanowanej śmierci. Ludzie ludziom w imię szaleństwa. To nie fotosy z "Szeregowca Ryana" tylko zapis plenerowego, cyklicznego opisu historii
czyli "D-Day" na Helu.

Drozdowo Pranie Wigry
Drozdowo k. Łomży. Dwór rodzinny Lutosławskich. Tutaj przyszedł na świat Kazimierz Lutosławski, ideowy twórca polskiego skautingu, autor pierwozworu harcerskiego krzyża. Słynny kompozytor Witold to jego bratanek.
W drozdowskim dworze ostatnie chwile życia spędził jego rezydent Roman Dmowski.
"O zielony Konstanty! O srebrna Natalio!
Cała nasza wieczerza dzbanuszek z konwalią"

Leśniczówka Pranie k. Rucianego - Nida, miejsce magiczne poprzez magię poezji Konstantego.
Fragment klasztoru w Wigrach. W tym budynku noc w 1999r spędził Jan Paweł II.

Gierłoż
Gdynia Włocławek
Bunkier Adolfa H. w Wilczym Szańcu
k. Gierłoży. Gdyby pułkownik Stauffenberg mógł podłożyć bombę tutaj może inaczej potoczyło by się np. Powstanie Warszawskie....
Największy sukces II Rzeczypospolitej czyli Gdynia. Miejsce śmierci Jerzego Popiełuszki na tamie
we Włocławku.

Mamerki Mamerki
Niewielka osada Mauerwald położona 8 km od Węgorzewa na brzegu jeziora Mamry stała się w 1940 roku wielkim, tajnym placem budowy. W Mamerkach wzniesiono, do 1944 roku, 250 obiektów w tym 30 ciężkich schronów dla 40 generałów i 1500 oficerów niemieckiego Dowództwa Wojsk Lądowych (OKH). Kwatera Główna OKH, pod kryptonimem "Anna" funkcjonowała w bespośredniej bliskości kwatery Hitlera w Gierłoży (kryptonim "Wolfschananze"), kwatery szefa kancelarii Rzeszy (kryptonim "Wandula") za wsią Rataje i kwaterą Himlera (kryptonim "Hochwald") we wsi Pozezdrze. W kompleksie kwater znajdowało się lotnisko w Wilamowie. Niedaleko kwatery trwały zakrojone na szeroką skalę prace nad budową Kanału Mazurskiego łączącego Wielkie Jeziora Mazurskie z Pregołą i Bałtykiem. Do niedawna o jednym z bunkrów krążyły legendy, mówiące o jego rzekomym przeznaczeniu - stoczni dla niemieckich Ubotów...

Rzeszów Bieliczna
Pomnik czynu rewolucyjnego w Rzeszowie, odsłonięty w 1974 roku zdążył stać się symbolem miasta. Dziś trwa wielka dyskusja wśród mieszkańców miasta, czy pomnik zachować, czy zburzyć. Pomnikologia stosowana - to dziedzina w której jesteśmy mistrzami świata... Bieliczna to jedna z dwóch niesistniejacych już dziś wsi na zboczu najwyzszej góry Beskidu Niskiego - Lackowej. Jeszcze w 1936 roku znajdowały się tutaj dwie cerkwie i 34 domy łemkowskie. Dziś po łemkach pozostała tylko ta wspaniała cerkiew grekokatolicka pw. św. Michała Archanioła.

Opole Baczyński Płock
Narodowe Centrum Polskiej Piosenki - amfiteatr powstały z inicjatywy Karola Musioła i noszący dziś jego imię, od 1963 roku gości Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki. Powstał na miejscu najstarszej słowiańskiej osady na terenie Opola. Pozostająca w tle amfiteatru wieża była częścią piastowskiego zamku. "to jest takie nic, smutne ucichanie
a właściwie to jest cisza pierwsza i jedyna...
usychające kwiaty nad mdlącym posłaniem
i właściwie nic...
i pusta głębia..."

K. K. Baczyński miał jeszcze tysiące wierszy w głowie gdy tutaj, na tyłach pałacu Blanca dosięgła tę głowę niemiecka kula.
Mój ulubiony poeta Władysław Broniewski pisał o tym dąbie tak: "uczył mnie polskiej mowy dąb [...] co od wieków nic się nie zmienia i rosochate wyciąga ramiona". Dom rodzinny poety w Płocku. Tuż przed Wrześniem w słynnym wierszu "Bagnet na broń" poeta zawarł ocenę politycznych osiągnieć II RP i podsumował swój stosunek do patriotyzmu: "Są w ojczyźnie rachunki krzywd / obca dłoń ich też nie przekreśli / ale krwi nie odmówi nikt"

Krynica Zdrój
MHL Kraków Pawiak
Urodził się jako Epifaniusz Drowniak w 1895r z Polaka i Łemki, choć akt urodzenia uzyskał dopiero w 1962 na nazwisko Nikifor Krynicki. Był już wtedy znanym malarzem prymitywistą, choć nie do końca świadomym swej wartości. W 2003 roku Łemkowie podważyli sądownie akt urodzenia, by Nikiforowi przywrócić prawdziwe nazwisko. Pomnik w Krynicy Zdroju. Szok i niedowierzanie towarzyszył niemieckim pilotom gdy zobaczyli do czego zdolni są polscy piloci na maszynach, które swą techniczną dojrzałość miały już kilka lat za sobą... P-11c w Krakowskim Muzeum Lotnictwa Pawiak, więzienie carskie przy Zielnej i Pawiej stało się miejscem kaźni członków Rządu Narodowego, powstańców 1863r, działaczy patriotycznych. W latach 1939-45  stało się największym niemieckim więzieniem politycznym na okupowanych ziamiach Polski. Już 2 października trafili tutaj pierwsi więźniowie - aresztowani na podstawie tzw. list proskrypcyjnych patrioci polscy.

Pałac Teppera Karski Lang
Stało się! Biuro Odbudowy Stolicy podjęło decyzję: pod placem zamkowym przebiegał będzie tunel trasy WZ. A że na trasie stoi prawie nie zniszczony działaniami wojennymi pałac Teppera? No cóż, idzie nowe... Pałac rozebrany został w 1947r Jan Romuald Kozielewski znany światu jako Jan Karski - cudem ocalony z tragedi katyńskiej, kurier rządu polskiego na uchodźtwie, żołnierz Biura Propagandy i informacji KG AK, autor słynnych raportów o eksterminacji żydów. Życiorys gigantyczny, postać gigantyczna. Powstały na ścianie jednej z warszawskich kamienic, poświęcony Karskiemu ogromny mural zawiera zdanie: "Kto nie pamieta ten przyzwala." Aleja gwiazd kolarstwa u stóp Ślęży
w Sobótce. Czesław Lang  - wielka osobowość sportu i wskszesiciel Tour de Pologne.


ECS

Słynne tablice z 21 postulatami Międzyzakładowego Komitetu Strajkowego z pamiętnego sierpnia zostały wpisane w 2003 roku na listę najcenniejszych materiałów pisanych ludzkości: UNESCO - Pamięć Świata. Powstały na sklejce 17 sierpnia 1980 i zawisły na bramie nr 2 stoczni. W czasie karnawału Solidarności stały się cenną pamiątka tamtych dni, stąd w stanie wojennym musiały zostać starannie ukryte. Ich kopie, eksponowane w Centralnym Muzeum Morskim natychmiast przechwyciła Ubecja. Po 1989r oryginał trafił jako eksponat do CMM (dzisiaj Narodowe MM), a od 2014 znajdują się na wystawie stałej w niezwykłym muzeum - Europejskim Centrum Solidarności.

Na grobach mistrzów
Jasienica Broniewski Leśmian
Grób Jasienicy na warszawskich Starych Powązkach. Mój pierwszy historyk. Pierwszy
w sensie chronologicznym. Jego dar opowiadania  i ciekawe spojrzenie na wiele spraw pozostają w człowieku na zawsze.

Stare Powązki 

"I znów jak wczoraj będzie lało,
a sercu zda się: już tak zawsze...
listopad, tragik oszalały,
umiera w chmur amfiteatrze." 

Powązki Wojskowe.

"Poistniały czerwienie na niebiosów uboczu -
Poistniały dla nikogo, samym sobie raczej - wbrew...
I nie umiem powiedzieć, skąd uległość mych oczu
Tym zarysom drzew na chmurze...
Trzebaż oczom takich drzew?"

Stare Powązki.

Kaczmarski Nienacki Warszawa
"Unoszą nas ceglane fale -
Piętnastoletnich kapitanów
W spełnienie marzeń o podróżach
W nietknięty stopą świat.
I byle prędzej, byle dalej,
Wczepieni w burty potrzaskane
Nim ciało całkiem się zanurzy
W ciszę bezdenną lat."

Co może trafniej opisać dramat małych żołnierzy Powstania Warszawskiego? Grób Jacka Kaczmarskiego.
Powązki Wojskowe
Grób Zbigniewa Nienackiego na cmentarzu
w Jerzwałdzie. Autor Pana Samochodzika
i uniwersalnego obrazu małej społeczności, czyli osławionych i obrazoburczych Skiroławek. Wbrew dewotom, hipokrytom i nihilistom uważam ją za jeden z lepszych kawałków polskiej literatury.
Grób nestora polskiej turystyki Mieczysława Orłowicza na warszawskich Starych Powązkach.

Klenczon Tischner Nalepa
"Kiedy wrócą ptaki
Do mazurskich gniazd
Ruszaj tam, gdzie już zeglarze
Płyną szlakiem gwiazd"
Grób Krzysztofa Klenczona.
Szczytno
ks. Tischner
"Najpierw człowiek, później filozof, później długo, długo nic i dopiero ksiądz". Ale, w pamięci najbardziej pozostaje filozofia góralskiej prawdy: śwjynto prowda, tys prowda i g.... prowda.
Łopuszna
"Do Ciebie pieśnią wołam Panie,
Do Ciebie dzisiaj krzyczę w głos"

Ciągle w głowie mam ten przepiękny motyw muzyczny do słów Bogdana Loebla. Grób Tadeusza Nalepy na Starych Powązkach.

Rudy Brandys i Słonimski Gałczyński
"Lecz zaklinam - niech żywi nie tracą nadziei
I przed narodem niosą oświaty kaganiec;
A kiedy trzeba, na śmierć idą pokolei,
Jak kamienie przez Boga rzucane na szaniec!...

Jan Roman Bytnar i Maciej Aleksy Dawidowski czyli "Rudy" i "Alek", żołnierze Grup Szturmowych Szarych Szeregów, pokolenia Kolumbów rozsławieni słynną książką Kamińskiego, a ostatnio świetnym filmem Glińskiego. Spoczywają w jednym grobie, w kwaterze powstańczej na warszawskich Powązkach. Uczniowie liceum Batorego pozostawili tabliczkę: "Jesteśmy dumni, mając Was za wzór"
Dwie sąsiadujące mogiły na leśnym cmentarzu w Laskach.  Po prawej Marian Brandys - żołnierz Kleberga we Wrześniu i autor Końca Świata Szwolerzerów, Kłopotów z Panią Walewską, oficera Największych Nadziei i wielu innych wspaniałych esejów o wyborach, których musieli dokonywać Polacy, gdy każdy wybór nie był łatwy i oczywisty. No i opowieść o Kozietulskim, który na kartach opowieści Brandysa staje się niemal naszym kumplem...
Po lewej Antoni Słonimski który napisał w 1941 roku:
"[...]
Ja pragnę Polski słabej, lecz na takim świecie,
Gdzie słabość nie jest winą, gdzie już nie ma warty
Ryglów u bram i nocą dom bywa otwarty, gdzie dłoń nie utrudzona okrótnym żelazem
I gdzie granica wita tylko drogowskazem."
Ile razem dróg przebytych?
Ile ścieżek przedeptanych?
Ile deszczów, ile śniegów?
Wiszących nad latarniami?

grób Zielonego Konstantego na Powązkach Wojskowych.

Żeromski Iwaszkiewicz Inka
Stefan Żeromski w odróżnieniu od Sienkiewicza nie krzepił ducha, lecz jego Rafał Olbromski miał w sobie tyleż samo pasji i romantyzmu co Jan Skrzetuski. Nie ma chyba w Polskiej literaturze piękniejszych zapisów na temat miłości, jak te w "Klechdzie Domowej" czyli "Wiernej Rzece", która przytulała na równi ciała powstańców i srebrniki pani Odrowążowej. I jeszcze jedno wspomnienie: przecież to niemożliwe by Helena umarła...
Cmentarz Ewangelicko - Reformowany w Warszawie.
Autor opowiadania, na podstawie którego Wajda zrobił moje ukochane Panny z Wilka - o przemijaniu, o świadomości czasu, o dojrzałości, o zrozumieniu. Wiktor Ruben to trochę ja. Iwaszkiewicz pisał przepiękne opowiadania.
Cmentarz w Brwinowie
Gdy 28 sierpnia 1946 roku stała na przeciwko plutonu egzekucyjnego miała zaledwie 18 lat i na pewno chciała żyć. Ale jak powiedziała w jednym z grypsów więziennych "Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się jak trzeba". Jej życiorys, patriotyczne wychowanie, wartości którym pozostała wierna  i droga z wileńszczyzny na Pomorze z 5. Brygadą oznaczały tylko jedno: że cena za "zachowanie się jak trzeba" musiała być najwyższa. Sanitariuszka 1 szwadronu 5. Willeńskiej Brygady AK i 4 szwadronu tej samej brygady na Pomorzu, dowodzonej przez Łupaszkę. Jej dowódcami byli m.in. Leon Beynar - późniejszy Paweł Jasienica oraz legendarny Zdzisław Badocha "Żelazny". Wpadła "zdradzona o świcie" i aż do stycznia 2015 roku w bezimiennym grobie. Danuta Siedzikówna "Inka".
Cmentarz Garnizonowy w Gdańsku.

Malczewski
Szymborska
Grób Jacka Malczewskiego na krakowskiej Skałce.
Śmierć Elenai, Błędne koło, Melancholia...
Każdy przecież początek
to tylko ciąg dalszy,
a księga zdarzeń
zawsze otwarta w połowie.

Grób Wisławy Szymborskiej na cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Kolebka. Ukochana Wielkopolska
Giecz Giecz Poznań
Tam gdzie zaczynała się Polska, kolebka kolebki - prastary Giecz, piastowskie dominium. Poznańska katedra. Majestat pierwszego biskupstwa i nekropolia pierwszych władców.

Krajobraz krajobraz Krajobraz
Wielkopolska to krajobrazy... zbóż i miedz... ...leśnych uroczysk... ...i wiatraków, niemych odchodzących strażników pamięci o gospodarności tych ziem.

Wełna j. Góreckie Iwno
Kościół pw. Podniesienia Krzyża Świętego z 1727 roku w Wełnie.
11 września 1780 roku związek małżeński w tej świątyni zawarli Estera z Wierusz Kowalskich i przyszły twórca hymnu
Józef Wybicki.
Przepiękne i ciche (wszak to rezerwat ścisły) jezioro Góreckie w Wielkopolskim Parku Narodowym. Wyspa skrywa ruiny zameczku Klaudyny z Działyńskich Potockiej, patriotki, opiekunki rannych ramię w ramię z Emilią Sczaniecką. Pradziadek Klaudyny, Józef to stryj słynnej Białej Damy,
Teofili z Działyńskich. Mąż zaś, Bernard Potocki był synem Jana, tego od "Rękopisu znalezionego w Saragossie"
Poźnobarokowy kościół pw. Najświętszej Marii Panny Szkaplerznej w Iwnie. W przykościelnej kaplicy -  mauzoleum z roku 1938, pochowana jest  Seweryna z Mielżyńskich i jej mąż płk. Ignacy Mielżyński, twórca tutejszej słynnej stadniny, w której w latach 70-tych "narodził się" Karino. Ojciec Seweryny, Józef był właścicielem rodowego Iwna, a póżniej także zapisanego mu przez wuja, słynnego Seweryna Mielżyńskiego - Miłosławia. Prapradziad Józefa był bratem Krzysztofa, który zapoczątkował Pawłowicką linię Mielżyńskich.

Parkowo Rogalin Przemęt
Jeden z najoryginalniejszych kościołów w Polsce. Wzniesiony na planie dwóch współosiowych kół kościół pw. św. Małgorzaty w Parkowie pochodzi
z lat 1780-1802 i powstał z inicjatywy Jana Franciszka Roztworowskiego, starosty żytomierskiego i generała Adama Grabowskiego. Wcześniej istniały tutaj aż dwa kościoły: gotycki
z XV wieku i późniejszy drewniany z 1667 roku.
Wspaniała klasycystyczna kaplica pałacowa Raczyńskich w Rogalinie pełniła i pełni także rolę mauzoleum. Spoczął tutaj m.in. prezydent na uchodźctwie Edward Bernard Raczyński. Świątynia wzorowana jest na rzymskiej Maison Carre we francuskim Nimes. Strzeliste wieże przemęckiego opactwa stanowią doskonały punkt nawigacyjny dla przybywających do Przemętu. Choć cysterski kanon budowy unikał wież jako takich, w budowlach powstałych w XVII/XVIIIw już się je powszechnie spotyka. W 1408 roku Władysław Jagiełło nadał Przemęt cystersom, którzy dziesięć lat później przenieśli tutaj swą siedzibę z Wielenia, znajdującego się w niespokojnym rejonie nadgranicznym.

Krajobraz Krajobraz Krajobraz
Wielkopolska to krajobrazy: prastarych grodzisk... ....prastarych dębów... ...prastarych traktów.

Kórnik Włoszakowice Grabonóg
Prastara siedziba możnych Górków, a później Działyńskich i Zamojskich - Kórnik. To tutaj przechadzała się za życia i przechadza się po śmierci słynna Biała Dama, czyli Teofila z Działyńskich 1 mo voto Szołdrska, 2 do voto Potulicka. Ciekawe, czy jak chce legenda znalazła się w posiadaniu legendarnego skarbu Górków, po rozbiórce ich pierwotnej siedziby nad jeziorem, której strzegły diabły? "Oto dziś dzień krwi i chwały, oby dniem wskszeszenia był" - hymniczna "warszawianka", choć napisana po francusku, przez Francuza swą polską wymowę zawdzięcza Karolowi Sienkiewiczowi, rodzonemu bratu dziadka późniejszego twórcy postaci Kmicica. Ale autorem niezrównanej muzyki był inny Karol, Kurpiński
z wielkopolskich Włoszakowic.
Grabonóg i dwór rodzinny bł. Edmunda Bojanowskiego, założyciela Zgromadzenia Sióstr Służebniczek i twórcy ochronek wiejskich.

Krajobraz Krajobraz
Wielkopolska to krajobrazy: pól i lasów... ...oraz królowa rzeka: Warta pod Sulęcinkiem.

Pawłowice Gąsawa Gąsawa
Pałac w Pawłowicach powstał w latach 1779-83 dla Maksymiliana Mielżyńskiego, według projektu Karola Gottharda Langhasa, śląskiego architekta, twórcy słynnej Bramy Brandenburskiej. Maksymilian Mielżyński był wnukiem twórcy pawłowickiej linii tego znakomitego rodu. Gąsawa na Szlaku Piastowskim. Barokowy, drewniany kościół pw. św. Mikołaja z 1625r. Jego wnętrze wypełnione urzekającymi, cudem zachowanymi polichromiami z pewnością należy do najpiekniejszych wnętrz sakralnych w Polsce.

Wschowa Wschowa  Wschowa
Nieprawdopodobne wrażenie robi staromiejski cmentarz ewangelicki we Wschowie, pełniący dziś funkcję muzeum rzeźby nagrobnej. Cmentarz uznawany za najstarszy nowożytny cmentarz chrześcijański  w Europie położony poza granicami miasta (choć dziś trudno w to uwierzyć bo Wschowa "zabudowała" go szczelnie) powstał w 1609r. Do administracyjnych aktów i ogólnej tendencji w tym zakresie brakowało jeszcze 200 lat!

Łopuchówko Antonin Włoszakowice
Dwór w Łopuchowie. Niestety wygląda strasznie, choć ma ciekawą historię. W 1806 roku Łopuchowo zakupił Ksawery Chłapowski h. Dryja, ojciec przyszłej generałowej Dąbrowskiej, stąd panna Barbara Florentyna z Chłapowskich była m.in. dziedziczką Łopuchowa. Krewnym Barbary był Dezydery, pan na Turwi, adiutant Napoleona, generał Wojska Polskiego i bohater "Najdłuższej Wojny Nowoczesnej Europy"  Myśliwski pałacyk namiestnika Wielkiego Księstwa Poznańskiego Antoniego Radziwiłła wg projektu Karla Schinkla. Radziwiłł gościł w nim dwukrotnie Chopina. Stojąc przed Włoszakowickim pałacem nie dostrzegamy tej jego specyficznej właściwości, że by go okrążyć trzeba obejść tylko trzy ściany. Zbudowany na planie trójkąta symbolizującego masońską kielnię, nieco odbiega w formie od innej masońskiej ciekawostki - pałacu na planie węgielnicy
w Dobrzycy. Pałac powstał dla księcia Aleksandra Józefa Sułkowskiego, pierwszego z rodu książęcego, właściciela Rydzyny. Ojciec Aleksandra Józefa był pradziadkiem Józefa Sułkowskiego, adiutanta Napoleona, "oficera największych nadziei" - jak nazwał go Marian Brandys.

Dąbcze Śnieciska Łuków
Wielkopolska to także przepiekne drewniane kościoły rozsiane po wsiach. Tutaj Dąbcze
i szachulcowa świątynia św. Katarzyny Aleksandryjskiej...
...oraz zrębowy, pw. św. Marcina w Śnieciskach. Drewniany kościółek w Łukowie z 1780r pw Michała Archanioła. 24 grudnia 1831r Adam Mickiewicz i jego brat Franciszek uczestniczyli w nim w pamiętnej pasterce...

Rożnowo Jaracz Jaracz
Najstarszy brat wieszcza Adama, Franciszek, powstańczy rządca Nowogródka zakończył życie
w wielkopolskim Rożnowie. Tutaj również został pochowany. Z Rożnowa pochodził także Mikołaj Skrzetuski,przyszły na świat Roku Pańskiego 1610, pierwowzór sienkiewiczowskiego bohatera, pochowany w kościele Katarzynek w Poznaniu. 214 lat później przyszedł tu na świat Włodzimierz Krzyżanowski, generał w służbie amerykańskiej
i nieoficjalny pierwszy gubernator Alaski.
Jaracz, przepięknie położone Muzeum Historii Młynarstwa i Wodnych Urządzeń Przemysłu Wiejskiego będące oddziałem Muzeum Rolnictwa i Przemysłu Rolno – Spożywczego w Szreniawie.

Objezierze Słomowo Mogilno1
Objezierze. Przebywał tutaj także, odwiedzający Wielkopolskę
w 1831r Mickiewicz w gościnie u
Wincentego Turno i jego żony Heleny z Kwileckich.. Adam Turno, ojciec Wincentego był znanym
w wielkopolskim światku salonowcem i jak określają go pamiętnikarze „szaławiłłą”. Oficer Polskiego Pułku Lekkokonnego Gwardii czyli legendarnych szwoleżerów w młodości, utracjusz
ale i niezwykle sympatyczny wojak.
Majątek stracił w wyniku niegospodarności i nieroztropności. Niezrównane gawędy Adama Turno, często wymieniane są jako pierwowzory opowieści Bartka Dobrzyńskiego z "Pana Tadeusza". Siostra Wincentego, Aleksandryna zwana także Adyną to niespełniona miłość wielkiego podróżnika Pawła Edmunda Strzeleckiego. Wzajemne uczucie młodych miałoby z pewnością wielkie szanse powodzenia, gdyby nie ojciec, który liczył na spory posag przyszłego zięcia. Młody Strzelecki takowym nie dysponował stąd dostał kosza od... niedoszłego teścia. Strzelecki utrzymywał kontakty listowne
z Adyną przez 25 lat, po czym spotkał się z nią ponownie
w Paryżu. Jedna z gór w pobliżu Sydney nosi nazwę Mount Adine.
Kopia paryskiego Petit Trianon autorstwa znanego wielkopolskiego architekta Stanisława Boreckiego, który był autorem także pałacu Mańkowskich
w Winnogórze Dąbrowskiego. W Słomowie gospodarzył
Jan Turno, wnuk Wincentego.
Wielkopolska to także gotyckie kościoły, znaczące czerwona cegłą kilkusetletni krajobraz. Kościół pw. św. Jakuba
w Mogilnie.

Studzieniec Gostyń Pępowo
Schowany nieco przed wzrokiem podróżnych, szachulcowy dwór z  w Studzieńcu.  Zbudowany ok. połowy XVIII wieku dla Kierskich h. Jastrzębiec, którzy mniej więcej w tym samym czasie stali się właścicielami tych dóbr. W XVII wieku Studzieniec należał do Skrzetuskich, a jednym z tutejszych gospodarzy był nie kto inny jak sam Mikołaj Skrzetuski. Kongregacja Oratorium św. Filipa Neri na Świętej Górze w Gostyniu. Kościół przyjął formę słynnej Santa Maria Della Salute z Wenecji i w wyniku wielu zawirowań rodzinnych fundatorów klasztoru budowany był aż przez najbliższe 80 lat. Wspaniałą kopułę zaprojektował Pompeo Ferrari. Istotnie, gostyńska bazylika ma w sobie coś z włoskiego klimatu, choć stoi wśród  wielkopolskich pól. Pałac Mycielskich w Pępowie. 

Rydzyna Rydzyna Gołańcz
Barokowa rezydencja Leszczyńskich w Rydzynie. W projekcie partycypował Pompeo Ferrari, specjalnie sprowadzony z Włoch.
W pałacu wychował się Józef Sułkowski, "oficer największych nadziei", jak nazwał go po śmierci Napoleon, a później doskonale opisał Brandys. W dwudziestoleciu międzywojennym mieszczące się w pałacu gimnazjum kończył Franiciszek Walicki, współtwórca polskiego BigBitu.
Sfinksy strzegące rydzyńskiego zamku, które opisywał Brandys
w "Oficerze największych nadziei".
Zamek na cyplu jeziora w Gołańczy zbudował Maciej
z rodu Pałuków w XIVw. W wigilię nocy świętojańskiej z toni pobliskiego jeziora objawia się starościanka Hanna "co Szweda nie chciała".

Budziszewko Poznań Strzelno
Budziszewko. Na niewielkim przykościelnym cmentarzyku odnajdujemy grób Józefa Łubieńskiego
i jego żony, Konstancji z Bojanowskich, a także ich syna Franciszka. Konstancja z Bojanowskich, siostra pani na Śmiełowie to dama, która według tradycji skutecznie wybiła z głowy wieszcza zamiar pójścia do powstania. Najtrafniej ujął to Kaczmarski:

Tu wieszcz Adam dni szereg

Spędził w piekle rozterek;
   Czy powstańcze zasilić ma jatki,
Czy - gdy żądza się perli
W romantycznej scenerii -
   Wybrać raczej ramiona mężatki.

Tam reduty, potyczki,
Bem, Prądzyński, Chłopicki
   Tam krwiożercze Moskali są rzesze;
Ona tu, niedaleczko,
Ot, przejażdżka nad rzeczką -
   Serce, drżyj! W Budziszewku włos czesze.

Płyta inskrypcyjna Konstancji leży poziomo i w 1982 roku została odwrócona, stąd próżno by dziś szukać informacji o muzie Mickiewicza. Obok wznosi się zrębowy kościół pw. św. Jakuba Apostoła, w którym 26 września 1831 roku wieszcz był chrzestnym "z oleju" Marii Tekli, córki Konstancji
i Józefa.
Zarys wału Mieszkowego grodu stołecznego na Ostrowie Tumskim. Kilkanaście wspaniale wyeksponowanych metrów sześciennych obrazuje całą potęgę Civitas Schinesghe
Piotr Włostowic Dunin z rodu Łabędziów nie przybył jak kiedyś podejrzewno z Danii, lecz ze Śląska. Był palatynem Krzywoustego i Wygnańca, drugą osobą w państwie i kolatorem wielu klasztorów i kościołów, w tym tego w Strzelnie. Długosz podaje, że klasztor konsekrowany był w 1133 roku, choć spotyka się także daty 1160 i 1210. Wnętrze kościoła św. Trójcy kryje słynne strzeleńskie kolumny, a tuż obok wznosi się romańska rotunda św. Prokopa, największe takie założenie sakralne w Polsce. Oślepienie przez Władysława II Piotra Włostowica stało się w konsekwencji prapczyczyną przydomka "Wygnaniec", który potomni nadali Władysławowi. W wyniku wojny domowej musiał książę zwierzchni Polski uchodzić z kraju. Pierwsza ofiara testamentu Krzywoustego?

Najpiękniejsze polskie góry - Bieszczady
Krzemieniec Halicz Połonina Wetlińska
Stok Krzemienia i widok na Przełęcz Goprowską.
W drodze na Tarnicę.
Stok Krzemienia w kierunku Halicza i Rozsypańca. Chwila przy Chatce Puchatka na Wetlińskiej.

Bystre Równia Średnia Wieś
Warto pojechać dalej od głównych turystycznych autostrad by zatrzymać sie chwilę przy soli tej ziemi: łamkowskich i bojkowskich cerkwiach. Ta w Bystrem niestety niszczeje... Jest jedyną zachowaną w tzw. narodowym stylu Ukraińskim. ... ta w Równi, wspaniale odrestaurowana (bo i bliżej biszczadzkiej pętli) jest chyba najładniejsza. Najstarszy drewniany kościół w Bieszczadach stoi w Średniej Wsi.

Bukowe Berdo Zagórz Zagórz
Daleko w tle Caryńska.
"Anioły są takie samotne
Zwłaszcza te w Bieszczadach
Nas też czasami nosi
Po ich anielskich śladach".
Przedmoście Bieszczadów, a dla wielu turystów (zwłaszcza tych starszych) ostatnia kolejowa stacja w drodze do raju, czyli Zagórz. Klasztor Karmelitów Bosych strawiony pożarem w pocz. XIXw. Malownicza ruina.

na Bukowym Berdzie Przeł. Orłowicza Połonina Wetlińska
"Posiadówka" na Bukowym Berdzie. Wejście na Tarnicę z Mucznego to znacznie lepsze przeżycie niż autostradą turystyczną z Ustrzyk. Na Przełeczy Orłowicza w drodze na Wetlińską.
W tle Smerek.
Gdzieś na Wetlińskiej.
"Góry aż do nieba i zieleni krzyk,
polna droga pośród kwiatów i złamany krzyż".

grób hrabiny Łopieńka Źródła Sanu
Grób hrabiny na szlaku do "bieszczadzkiego worka", najbardziej dziki zakątek Bieszczadów i Polski. Wspaniała i mordercza wędrówka wąską ścieżką, w morze przyrody. Znowu z dala od turystycznych szlaków, najstarsza murowana bieszczadzka cerkiew, w Łopience. Wieś spacyfikowana w akcji Wisła. To już sam koniec "bieszczadzkiego worka", sam koniec Polski, czyli pomnik graniczny przy źródłach Sanu.

Komańcza Komańcza Beniowa1
Nowa cerkiew w Komańczy zbudowana w miejscu tej, która spłonęła w 2006r. Wraz z tamtą spłonął ikonostas z 1832r. Klasztor Nazaretanek w Komańczy, gdzie w latach 1955-56 więziony był Prymas Tysiąclecia. Bieszczady to także opuszczone wsie takie jak ta na szlaku do Żródeł Sanu - Beniowa, smutny zapis naszej historii. Pozostały tylko cmentarze i zdziczałe jabłonie.

Bieszczady Cisna
Droga z Bukowca do Beniowej. Jeszcze w czasie wojny w Bukowcu mieszkało ponad 500 ludzi. Hekatomba nadeszła 2 czerwca 1946 wraz z akcją "Wisła". Domy rozebrano do 1956r, a w latach 70-tych wysadzono resztki fundamentów. "Spośród wielu bzdur,
Które niosą stada chmur
Ja lubię deszcz
Deszcz w Cisnej".
W 1790 wieś odziedziczył Jacek Fredro, ojciec pisarza.
Dzisiaj legendą, mimo wszystko, jest Siekierezada.

Na szlaku

skałki jurajskie Biebrza Biebrza
Jurajskie skałki. Pradolina Biebrzy: morze starorzeczy, torfowisk, bagien, grądów i uroczysk - wszystko w kolorze soczystej zieleni. Biebrzański Park Narodowy jest na liście Konwencji Ramsar - obszarów wodno - błotnych szczególnie ważnych i chronionych. Acha! I jeszcze te wszędobylskie Łosie!



Warszawa Sandomierz na szlaku
Przed siedzibą ukochanej radiowej Trójki. Ojciec Mateusz? Nie. Brak koloratki...
Sandomierz.
Na Wetlińskiej

Zamość Gorlice Rzeszów
Najstarsza w Polsce czynna apteka znajduje się na zamojskim rynku. Apteka Rektorska działa nieprzerwanie od 1609 roku, czyli od czasu gdy król Zygmunt Waza zmienił adres zamieszkania w dowodzie osobistym, ze stołecznego miasta Krakowa na stołeczne miasto Warszawa. Od 2 do 5 maja 1915 roku pod Gorlicami rozegrała się wielka bitwa w niczym nie przypominająca tego, co działo sie w czasie tej wojny i zwiastująca raczej to co nastapi za 24 lata. Wojska niemieckie i CK rozpoczęły nagły atak, przerywajac całkowicie front rosyjski, wypychając wroga z Galicji i zażegnując groźbę rosyjskiego ataku w kierunku Wiednia. Bezpowrotne straty rosyjskie wyniosły 100 tysięcy żołnierzy, a do niewoli dostało się niemal ćwierć miliona. Po stronie niemiecko - austro-węgierskiej było 90 tysiecy poległych. Cały Beskid Niski usiany został cmentarzami. W samym okręgu gorlickim powstało ich 54. Cmentarz nr 91 na wzgórzu Korczak nad Gorlicami kryje szczątki 852 żołnierzy trzech armii. Zespół dawnych piwnic pod kamienicami rzeszowskiego rynku to dziś niemal 400 metrowa trasa turystyczna. Trasa wiedzie od pół do 10 metrów pod powierznią rynku.

Smołdziński Las Kartuzy Lgota
Smołdziński Las. Do 1995 roku krył stanowiska
45 dywizjonu rakietowego Obrony Powietrznej. Dzisiaj świetna ścieżka dydaktyczna w morzu wydm.
Carthusia pod Gdańskiem jak ta oryginalna pod Grenoble ze wspaniałego filmu "Wielka Cisza". Braci Kartuzów obowiązywała surowa reguła: milczenie, samotność, modlitwa, praca. No i ten dach w kształcie trumiennego wieka: memento mori... Kapliczka w podczęstochowskiej Lgocie. To właśnie tutaj odnalazł napoleoński żołnierz Tomasz Kłossowski cudowny wizerunek  MB Cierpliwej Słuchającej - kopię tego z Rokitna
i zgodnie w wolą MB w widzeniu zabrał do Lichenia.

Beskid Niski Beskid Niski Lackowa
Beskid Niski - taki właśnie jest: sad, drożyna, góry, krzyże, nieistniejące wsie i błękitne niebo... Lackowa wznosi się 997 metrów nad poziom morza. Jest najwyższą górą Beskidu Niskiego i jedną z najbardziej stromych w podejściu wśród polskich gór. Znajduje się skrajnie na zachodzie pasma, na pograniczu z Beskidem Sądeckim. Należy do Korony Gór Polskich.

Łopuszna Bielsk Podlaski Toruń
Dwór "Tetmajerówka" w Łopusznej.  
Szlachecka siedziba.
Za chwile otworzą się drzwi i ukażą się w nich Marysia Wilczurówna i Leszek Czyński. Potem wsiądą na motor
i odjadą ku przeznaczeniu. Bielsk Podlaski, tutaj kręcono w 1981r.  pamiętne sceny "Znachora".
"Nie pytaj mnie, co ciągle widzę w Niej
Nie pytaj mnie, dlaczego w innej nie,
Nie pytaj mnie dlaczego ciągle chcę
Zasypiać w niej i budzić się."
Toruń

Zagnańsk Wdzydze Kiszewskie Wdzydze Kiszewskie
Dąb Bartek w Zagnańsku był małą wystającą
z ziemi gałązką, gdy odbywała się słynna uczta
u Wierzynka. Przeżył nie jedno.
Najstarszy w Polsce skansen etnograficzny pochodzi z 1906r i znajduje się we Wdzydzach Kiszewskich.

na szlaku Krosno
na szlaku, Igliczna
Tak, po polskiej stronie. Centrum Dziedzictwa Szkła w Krośnie. Samemu można sobie wydmuchać buteleczkę...
Schronisko pod Igliczną w Masywie Śnieżnika. W tle Trójmorski Wierch rozdzielający zlewiska Mórz: Bałtyckiego, Czarnego i Północnego

Białystok Studzienniczna Niedzica
Białystok. Miasto Zamenhofa, tego który miał ideę, by nie było pretekstów do burzenia Wieży Babel Dawna pustelnia wigierskich kamedułów w Studzienicznej. Od końca XIX wieku stoi ta wspaniała kapliczka zwana "kaplicą na wodzie". Dawniej wystarczyło kilkaset metrów doliną Dunajca i można było dojść z zamku do zamku. Dziś obydwa dzieli jezioro czorsztyńskie. Zamek Dunajec w Niedzicy widziany z zamku Wronin, czyli Czorsztyn. Obydwa strzegły szlaku dyplomatycznego na Węgry i z Węgier.

Pasmo Jaworzyny Hańczowa Zamość
Zbocza Lackowej w Beskidzie Niskim. Pasmo Jaworzyny Krynickiej widoczne w tle znajduje się już w Beskidzie Sądeckim i wyrasta z doliny Kamienicy, granicznej rzeki Beskidu Sądeckiego i Beskidu Niskiego. Drogą na wprost ledwie 13 km do Tylicza już w Beskidzie Sądeckim. W dole Hańczowa k. Wysowej Zdroju, wieś symbol odradzającej się łemkowszczyzny. Od 1922 do 1933 w Zamościu notariuszem był Bolesław Leśmian.

Pustynia Błędowska Kraków Bukowiec
Pustynia Błędowska, choć już coraz mniej ją przypomina ciągle jednak stanowi spory obszar. "A w Krakowie na Brackiej pada deszcz..." Nieistniejąca wieś Bukowiec. Tutaj zaczyna się słynny szlak do równie słynnego grobu Hrabiny.

Olsztyn kościerzyna Sejny
XIV wieczny zamek Kapituły Warmińskiej w Olsztynie. Był siedzibą administratora dóbr ziemskich Kapituły.
W 1521 roku administratorem był Mikołaj Kopernik, który bronił zamku przed Krzyżakami. W tym czasie już od 7 lat pracował nad dziełkiem, które miało wywrócić świat do góry nogami.
Największe polskie przedwojenne techniczne dzieło sztuki - parowóz Pu-29 z zakładów Cegielskiego
w  Poznaniu. Zbudowano tylko 3 egzemplarze na linię Chojnice - Malbork. Po wojnie wrócił tylko jeden, by po zakończeniu służby stanąć w Skansenie Kolejnictwa w Kościerzynie. Od 2012 roku stoi w Muzeum Kolejnictwa w Warszawie.
Bazylika Nawiedzenia NMP i podominikański
zespół klasztorny w Sejnach.

Homole Czarna Góra Snozka
Wąwóz Homole, piękny!... Czarna Góra z widokiem na Masyw Śnieżnika. Organy Hasiora na Przełęczy Snozka - w rozkroku pomiędzy Pienianami i Gorcami.

Górzanka Czarna Hańcza Gdzieś na szlaku
Bieszczadzka Górzanka Dwór w Czarnej Hańczy "ryglował" Jezioro Hańcza od Północy. Dróg tutaj mało, nienajlepszej jakości - tylko morze zieleni i najgłępsza jeziorna toń Polski. Gdzieś na szlaku...

Ustroń Czermna Mikoszewo
Ustroń w Beskidzie Śląskim, drugie w kolejności
miasto, które napotyka Wisła, ta jeszcze górska rzeka.
Czermna, dziś dzielnica Kudowy Zdroju.
Kaplica czaszek.

Przeprawa z Mikoszewa do Świbna, ledwie 2 km od ujścia Wisły, a właściwie jej głównego lewego ramienia - Leniwki. W rzeczywistości to siedmiokilometrowy przekop powstały w wyniku wielkiej inwestycji w latach 1885-90. Stare koryto Wisły to Martwa Wisła, uchodząca Wisła Śmiałą do Bałtyku w okolicy górek Zachodnich.

Rowokół Zimnowoda Międzygórze
Wielka góra piachu czyli wędrująca wydma - Góra Łącka w Sowińskim Parku Narodowym. Widok ze świętego wzgórza kaszubów - Rowokołu. W czasach średniowiecza istniał tu kult maryjny. Pałac w Zimnowodzie powstał z ręki świetnego architekta Stanisława Hebanowskiego z Brzóstkowa, twórcy m.in. Teatru Polskiego w Poznaniu i dziadka wybitnego reżysera teatralnegom również Stanisława. Inwestorem był Teodor Mycielski, brat Stanisława. Obydwaj bracia uznawani są za pierwowzory Rejenta i Asesora z Pana Tadeusza. Pod dolną granicą lasu, gdzieś na zboczach Czarnej Góry.

Pieniny Gdzieś przez przeł. Szopka Trzy Korony
Wysoka, najwyższy szczyt Pienin. Z dala
od zatłoczonych autostrad na Trzy Korony czy Sokolicę. Co dziesiąty turysta pieniński pewnie wie gdzie ta góra
w ogóle jest...
Gdzieś przed przełęczą Szopka. Trzy Korony i  Flisacy, 3 godziny
z Krościenka przez Szopkę...

Szczeliniec Wielki Wielka Sowa Mariańskie skały
Tarasy Szczelińca Wielkiego Wielka Sowa A kogo ja tam widzę?
Marjańskie skały na cześć Marianny Orańskiej
w Masywie Śnieżnika

Kluki Cigielka Szopka
Kluki. Skansen wsi Sowińskiej, czyli gdzie konie chodziły... w butach. Cegiełka, Cigielka. Góra na szlaku z Wysowej na Lackową nad słowacką wsią o tej samej nazwie. Dokąd by tu teraz?...

Frombork Gietrzwałd Łapalice
Płytki Zalew Wiślany widziany z Mierzei. W całości objęty dwoma dyrektywami NATURA 2000: siedliskową
i ptasią. Po drugiej stronie wzgórze katedralne we Frobmorku.
Gietrzwałd na Warmii. W 1877 miały tu miejsce objawienia Maryjne, nie pozostające bez wpływu na rodzącą się tożsamość narodową rodowitych mieszkańców tych ziem. Stąd dziś to jedno
z najbardziej znanych sanktuariów. W tle Bazylika Narodzenia NMP.
Łapalice. 5000 m2 współczesnego zamczyska.
W budowie od 1979. Co można zrobić w poszukiwaniu straconego czasu?

Piwniczna na Radziejową Niemcowa Radziejowa
Najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego - Radziejowa. Na szlaku zejściowym do Rytra leży roztoka Ryterska
rozławiona przez Gabrielę Kownacką w "Rogasiu z Doliny Roztoki"

Zapiski na marginesie

Ciągle w życiu powtarzam sobie, że należy zachować przede wszystkim zdrowy rozsądek. Cóż jednak, gdy wokół tyle pokus by we własny zdrowy rozsądek po prostu zwątpić. Bombardowani jesteśmy zewsząd przekazem słownym zaklętym czasem w tekst, którego specyfika pozwala wybrzmiewać myślom autora długo po ich napisaniu. Wertując przedwojenną prasę średzką mamy świadomość, że oczom naszym ukazuje się świadectwo historii, ulotny stan serc i umysłów ludzi „małej ojczyzny”. Już nigdy nie było takiego lata 1939 roku, już nigdy później ludziom nie towarzyszył ten stan emocjonalnego napięcia jak wtedy. Ludziom czytelnikom, ludziom autorom. A obok tego napięcia reklamy, wszak życie toczy się dalej. Mam przed oczyma słynną scenę z „Kroniki wypadków miłosnych” Konwickiego, w której pada melancholijny tekst: „co za dziwne lato; który mamy rok? rok 1939? zupełnie nie do zapamiętania...”. Tamtych ulotnych chwil, upalnego lata, burzowej nocy ostatnich dni sierpnia 1939r. nikt ze średzian starszej daty w szczegółach z pewnością nie pamięta. 

    Co innego prasa, tutaj wszystko mamy na dłoni, po 40, 60 i 100 latach: stan serc i umysłów. Dlatego właśnie jedną z najważniejszych cnót tych, którzy mienią się odpowiedzialnymi (duże słowo) za publikacje winna być właśnie odpowiedzialność. Nie za to czy tytuł przetrwa, czy przetrwam, jako autor, redaktor naczelny, ale za słowo. Bo słowo to ważna rzecz, a wynalazek pisma pozwolił nam je utrwalić. Jeśli więc czytamy i robimy to ze zrozumieniem, oczyma wyobraźni, podświadomie widzimy stan serc i umysłów autora i czytelników epoki. Czasem dochodzimy do wniosku, że ten i ów autor szedł pod prąd, że rozmijał się z duchem epoki widocznym (oczyma wyobraźni) w tle. To też kwestia odpowiedzialności za słowo: piszących i publikujących. Czasem jednak pismo, z braku odpowiedzialności kogokolwiek staje się Hyde Parkiem, w którym każdy ma prawo wejść na trybunę (szpaltę) i prychnąć wszem i wobec słowem (utrwalonym na dziesięciolecia) w rodzaju: „Byłem na słońcu, pogłoski o jego wysokiej temperaturze są mocno przesadzone”. Z pewnością kilku przechodniów zatrzyma się na chwilę pukając wymownie w czoło i pójdzie dalej, w ślad za toczącym się życiem. Ale pismo, jak już wiemy ma to do siebie, że Ci nieszczęśni przechodnie, którzy mieli wątpliwą przyjemność posłyszenia bzdur niosą owego megalomana ze sobą. Ba, pokażą go ze wstydem sąsiadom i zostawią w spadku swoim dzieciom. Sąsiedzi zapytają z przekąsem i pobłażaniem: „rozumiem, że to taki wasz lokalny Hayd Park?” A dzieci? Może nie uwierzą...

    Tak, odpowiedzialność za słowo. Pamiętajmy o niej, nie tylko by odmalować po latach ducha epoki, lecz przede wszystkim by miano o nas dobre zdanie w każdej epoce.

* * *


Historia wolnego słowa
W numerze nr 9 i 10/11 Głosu Powiatu Średzkiego ukazały się artykuły podpisane Karol Barczak (czasem pseudonimem El Barin), w których autor wyraził swoje zdanie na temat obcych nacji, a w szczególności Żydów. Ponieważ temat ten jest szczególnie modny w naszym życiu publicznym (z różnych powodów) postanowiłem zamanifestować moją niezgodę na klaustrofobię wyzierającą z tych tekstów. I nie chodzi tutaj o jakąkolwiek nację - chodzi raczej o tę modę. Nie przypuszczałem jeszcze wtedy, że te dwa artykuły to tylko wierzchołek góry lodowej całokształtu światopoglądowego autora, czego wyrazem były inne, późniejsze teksty (ale i wcześniejsze, do których dotarłem). Wymowa tych tekstów pozostaje indywidulną oceną czytelnika, ale myślę sobie, że dla wielu myślących podobnie jak ja okazały się i straszne i śmieszne. Z czasem zrozumiałem, że taki już urok tegoż autora i należałoby machnąć reką, gdyby nie przeświadczenie, że zwyczajnie po ludzku wstyd mi, tutaj na wybrzeżu, z dala od Środy za poziom średzkiej prasy, który zdecydowanie zaniżają dziwne artykuły El Barina. Stąd wynikła moja przydługawa korepondencja mailowa z redakcją Głosu Powiatu Średzkiego, która w konsekwencji pozostała głucha na moje argumenty, co tylko umocniło mnie w oglądzie tej sytuacji, ale również niestety we wstydzie za Głos Powiatu Średzkiego, który z pewnością (wierzę w to) nie jest głosem powiatu średzkiego.

Mój pierwszy list do redakcji z 6 września 2011r:
Witam, 6.09
Chciałbym za państwa pośrednictwem odpowiedzieć na artykuł (dwuczęściowy) pióra p. Karola Bartczaka, który ukazał się w Głosie Powiatu Średzkiego nr 9 i 10/11. Treści zawarte w jego wypowiedzi wydają mi się nad wyraz szkodliwe, stąd mój tekst. (załącznik  w formacie .doc)
Pozdrawiam serdecznie,
Z poważaniem Załącznik (format pdf) >>
Tego samego dnia dostałem zdawkową odpowiedź, w stylu: ok, przyjeliśmy do wiadomości (treści odpowiedzi ze zrozumiałych względów nie publikuję). Machnąłem reką, ale wkrótce w GPS ukazały się kolejne teksty autora, tym razem zawierające "oryginalne" teorie dotyczące początków polskiej państwowości i pochodzenia Słowian. Prócz tego że teksty te nie nosiły żadnych znamion naukowości, co można by usprawiedliwić ich eseistyczną formą i zawierały bardzo "oryginalne" poglądy autora prezentującego zacięcie edukacyjne a także dlatego że oscylowały w granicach światopoglądowych zbliżonych do przedstawionych we wcześniejszych tekstach postanowiłem znowu napisać:

List do redakcji z 5 października 2010r:

Szanowny panie redaktorze

Swego czasu wysłałem do GPŚ polemikę z - jak mi się wtedy wydawało - "ukrytym" antysemityzmem przezierającym z tekstów p. Bartczaka, publikowanych dzięki gościnnym łamom GPŚ. Niestety moja polemika z redakcji wiadomych względów nie została opublikowana. Cóż, może niezbyt wyraziście wyartykułowałem w niej swoje racje; pomyślałem, że może znajdzie się ktoś kogo również uwierać będą odgłosy irracjonalnego, ksenofobicznego strachu p. Bartczaka, ktoś kogo myśl znajdzie drogę na lamy GPŚ, w charakterze równowagi. Takimi sprawami żywotnie interesuje się stowarzyszenie "Nigdy więcej", prowadzi m.in. brunatną księgę. Tymczasem ze zgrozą przeczytałem kolejne pseudonaukowe bzdury zabarwione tą samą nacjonalistyczną, brunatną barwą, zamieszczone na całej szpalcie GPŚ. Myślę więc sobie, że linia pisma chyba taka po prostu jest, może nieco modna w ostatnim czasie, ale zapewniam: odium historii Polski i świata nie rozgrzesza z zamiłowania do tej mody. Każde pismo które nie chce być postrzegane jednoznacznie skrajnie musi bacznie zważać na groźne zjawisko twórczego, zapalczywego nadmiernego obciążenia którejkolwiek ze stron. Bez względu na to czy to strona lewa czy prawa. Pismo, jak wiele innych rzeczy łatwo porównać do statku czy okrętu na morzu; nierównomierne obciążenie burt prowadzi w najlepszym wypadku do przechyłu, co tuż przed katastrofą wyglądać może, dla postronnego obserwatora śmiesznie, kuriozalnie. Z dużym ciężarem na burcie radzą sobie tylko duże statki. Niektóre teksty zamieszczane w ostatnim czasie w GPŚ są jednostronnie ciężkie, by nie powiedzieć ociężałe. Widok mrówki niosącej słonia stawia w śmiesznym świetle nie słonia lecz mrówkę. Ociężałość tych tekstów przejaskrawia się mierząc je lokalną skalą tła, tej "małej ojczyzny", kwitnącej, rozwijającej się w ostatnim czasie, mającej się świetnie - co szczególnie dostrzec można z oddali i gdy powraca się tutaj jak do domu. Oj, zapomniałem jednak, że pojęcie "małej ojczyzny" jest teraz również passe, również groźna dla zachowania narodowej czystości. Logicznie reasumując antylogiczne wywody ostatniego tekstu pt. "Etymologia słowa "Polska" pojęcie heimatu narzucili Niemcom tacy sami obcy, którzy nas Polaków mamią pojęciem "małej ojczyzny". Stek infantylnych bzdur o pojęciu "małej ojczyzny" rozwijanych z lubością w artykule okazuje się tylko wierzchołkiem góry lodowej, po analizie wszystkich wcześniejszych tekstów dotyczących historii Polski. Każdy kto choć odrobinę, racjonalnie i świadomie wgłębiał się w historię Polki i Polską historiografię poczuje po analizie tych tekstów ten sam zapach, zapach Gomółki (nie mylić z profesorem, ekonomistą). Każdy kto zna współczesny kontekst historiograficzny i oglądał galerię socrealistycznego malarstwa wczesnośredniowiecznej historii Polski eksponowaną w Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie, z miejsca dostrzeże ten sam rodzaj infantylnego pojmowania historii wywodzący się jeszcze z zaszczepionego w braci szlacheckiej I Rzeczypospolitej sarmatyzmu. Urodziłem się i wychowałem w Środzie Wielkopolskiej, z której później w celach edukacyjnych i zawodowych wyjechałem. Mieszkam i pracuję w Gdyni, którą poznałem, akceptuję i z która już dziś czuję się związany. Ale moją "małą ojczyzną" jest i pozostanie Środa Wielkopolska i okolice. Tutaj jest mój rodzinny dom, tutaj powracam, tutaj mam swe ulubione miejsca, tutaj mam swój zapach powietrza i kolor nieba. Wielokrotnie opisywałem to zjawisko na swojej stronie internetowej. Wiem, że trudno zaakceptować niektóre założenia teoria względności, ale może wystarczy przyjąć że ona jest i jest potwierdzana eksperymentalnie. Jeśli p. El Barin nie potrafi zrozumieć pojęcia "małej ojczyzny" to niech przynajmniej przyjmie że ono istnieje i nie ma nic wspólnego z oszczędnym gospodarowaniem myślą reprezentowaną w jego artykułach. 

Mam jednak pewne, może nieuzasadnione, podejrzenia, że przyjmowanie tego absurdalnego ciężaru na prawą burtę jest jednak elementem polityki pisma. To smutne. Ponieważ jednak nie jest mi obojętny los mojej "małej ojczyzny", będę przyglądał się pismu i weryfikował moje (może nieuzasadnione) podejrzenia.


Tego samego dnia doczekałem się odpowiedzi w której zarzucono mi posługiwanie się groźbą i naciski na wolność prasy (!). Niezgodzono się z moją argumentacją, a zacięcie p. El Barina opisano jego polonofilstwem (!). Co ciekawe dano mi również do zrozumienia, że ocenianie prasy (tzw. "etykietowanie") jest niedopuszczalne (!). Zarzuty brzmiały kuriozalnie, więc odpisałem:

List do redakcji z 5 października 2010r:

Szanowny panie redaktorze

Proszę nie przypisywać mi intencji, których nie mam. W żadnym miejscu mojego maila nie posunąłem się do gróźb, a jeśli tak Pan uważa proszę te groźbę zdefiniować. Nie bardzo mogę spbie wyobrazić czym mógłbym GPŚ "postraszyć", chyba tylko zapowiedzią nie czytania pisma. Zresztą, takie rozwiązanie, powołując się na "wolność czytania" mi Pan zasugerował. Dziękuję, nie skorzystam. Swoją drogą, może wystarczyło powołać się na elementarne poczucie wolności, bo o wolności słowa wiele słyszałem, ale o "wolności czytania" po raz pierwszy. Nikt też wcześniej nie mówił mi np. o wolności korzystania z tego czy innego przejścia dla pieszych. Myślę, że relacja tych zależności jest identyczna i nie wiele ma wspólnego z tak poważną sprawą jak wolnością słowa. Jeśli jakieś pismo notorycznie publikuje teksty w których segreguje się ludzi wg. określonych nacji, odmawiając praw jednym, a nadając je innym w imię jakiś mitycznych, głęboko zakorzenionych, mesjanistycznych poglądów siła rzeczy musi się liczyć z nadaniem mu "łatki" i "etykiety". Pismo podlega ocenom czytelników. Treści publikowane na jego łamach stanowią o wizerunku pisma. Co te oczywiste prawdy mają wspólnego z wolnością prasy? Pan, jako redaktor naczelny dba o ten wizerunek i musi być Pan przekonany o słuszności obranej drogi. Proszę jednak nie mówić, że kierunek tej drogi musi stanowić dla czytelnika zagadkę, nawet wtedy gdy ów czytelnik dostrzega ostry prawy zakręt. Ja również jestem polonofilem, kocham Polskę, służę jej, znam powinności wobec niej, interesuję się jej historią i geografią. Oddycham Polską. Ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy przeświadczenie, że Polska to tylko mój dom, a obcym wara. Myślę, że polonifilizm, a ultra prawicowość to pojęcia które nawet nie brzmią tak samo, proszę więc nie wmawiać mi, że dostrzega Pan w tekstach p. Bartczaka tylko polonofilizm.

Również z szacunkiem, 
Marcin Braszak

Niespodziewanie, dzień później nastąpiła wolta GPŚ i ku mojemu zdumieniu odebrałem list z którego dowiedziałem się, że dotychczasowa publikacja mojej polemiki nie była możliwa z powodu technicznego (długość tekstu) i że jednak ogólnie moje argumenty są słuszne. Podejrzenie fasadowosci tego maila potwierdziło się wraz z kolejnymi jeszcze bardziej rozbrajającymi tekstami El Barina publikowanymi w GPŚ i brakiem dalszego toku spraw deklarowanych w mailu. Pomiędzy 3 a 4 częścią eposu p. El Barina napisałem kolejny (z wielkim zażenowaniem) mail do redakcji GPŚ
List do redakcji z 10 listopada 2010r:

Szanowny Panie redaktorze!

Może Pan pomyśli, że zwyczajnie się uwziąłem i żywię jakąś ukrytą awersję do Pana El Barina vel Barczaka, ponieważ znowu piszę w jego sprawie. Rozwieję Pana wątpliwości. Nie uwziąłem się, nie pisze w jego sprawie, lecz w sprawie publikacji jego artykułów. I nie chodzi już tym razem o rzeczy, które zarzucałem im we wcześniejszej korespondencji. Cóż, prawdę mówiąc –  konsultując to ze średzkim środowiskiem – stwierdziłem, że wypowiedzi społeczno – polityczne tego Pana – takie, a nie inne - siłą rzeczy muszą pozostać częścią wizerunku pisma. Ktoś za ten wizerunek odpowiada, ktoś go kreuje, ktoś wytyczył pismu drogę i ktoś korzysta – zakładając że robi to świadomie – z takich, a nie innych środków wyrazu. W kategorii poglądów społeczno – politycznych niech sobie ten Pan i pismo mają poglądy prawicowe, lewicowe, i rozmaite inne „ – owe”. Jak już powiedziałem to sprawa smaku, w którym - jak pisał klasyk – „są włókna duszy i chrząstki sumienia”. Jednak zaczynam teraz powątpiewać w rzeczywistą, świadomą publikację i zapytam wprost: czy ktoś, przed publikacją w ogóle czytał trzy ostanie teksty tego Pana? Ja rozumiem że można posiadać oryginalność poglądów i można przy odrobinie artyzmu i dobrej woli beneficjentów teorii teoretyzować, że jednak w centrum naszego wszechświata jest ziemia, a Kopernik zaliczył naukowy humbuk. Można starać się udowodnić, że Wielką Piramidę w Gizeh zbudowali jednak przedstawiciele innej cywilizacji. Sprawa ma się jednak iczaczej, jeśli założymy, że czytelnik jest dojrzały, z w miarę skrystalizowanym światopoglądem i przede wszystkim średnio (nie w znaczeniu instytucjonalnym) wykształcony, a piszący ma zacięcie edukacyjne. W tym układzie, raczeni śmiesznymi teoriami zaczynają się po prostu zastanawiać: o co chodzi autorom, o co chodzi pismu, które zalicza takie wpadki i kto z kogo, w tym układzie kpi? Bo przecież zakładamy, że pismo nie potyka się rozmyślnie, świadomie. Jeśli więć ktoś przed publikacją ostatnich trzech artykułów tego Pana zadałby sobie trud ich przeczytania ze zrozumieniem, pojął by w lot, że przeziera z nich skrajna ignorancja, negacja obowiązujących teorii bez jakiegokolwiek naukowego kontekstu i bezgraniczne uwielbienie swej nieomylności? Chyba, że ktoś jednak nie pojął… a szkoda, bo przecież El Barin pisze swoje eseje z wyraźnym zacięciem edukacyjnym, a to jest już szkodliwe. Czytając tekst El Barina o etymologi słowa Polska i będąc świadomym zawartej w nim materii należy zapytać:

1.     Na jakiej podstawie uważa tzw. Autochtoniczną teorię etnogenezy Słowian za jedyną słuszną i „udowodnioną”? Czy nie pisząc o znacznie częściej dziś potwierdzanej naukowo teorii allochtonicznej, wie że sprzeniewierza się elementarnemu poczuciu naukowej / pedagogicznej uczciwości?

2.     W jaki sposób, gdzie i kiedy „tradycja, legendy ustne i pisemne […] odkrycia archeologiczne dowodzą, że Polskę dał Polakom Bóg”? I nie jest to wcale pytanie o religię.

3.     Kto i kiedy „udowodnił”, że „Polacy do Polski nie przybyli nie wiadomo skąd.” Kim są owi „niektórzy”, wmawiający rzekomo „nam” że nie jesteśmy autochtonami nad Wisłą?

4.     Dlaczego pisze „Polska i Polacy” istnieli wiele wieków przedtem zanim powstało państwo Mieszka, skoro w ogóle jak widać nie ma pojęcia o czym pisze. Rozumiem, że wg. jego wywodów najpierw byli „Polacy i Polska”, później państwo Mieszka, a później nastali znowu „Polacy i Polska”. Kompletne pomylenie pojęć, elementarne na poziomie historii pierszej klasy gimnazjum.

5.     „Za moją przyczyną […] upada dawna teoria dotycząca etymologi słowa „Polska”, którą karmiono nas poprzez wieki”. W rzeczywistości etymologia sensu stricte słowa „Polska” pozostaje identyczna i niezmienna zarówno w obowiązującym stanie wiedzy, jak i w „odkrywczych” teoriach El Barina. Może to problem ze zdefiniowaniem słowa „etymologia”? A może to właśnie (o czym zapomniał napisać El Barin) teorią autochtoniczną „karmiono nas poprzez wieki”?

6.     Nie ma żadnych sporów dotyczących istnienia tworów państwowotwórczych w górnym biegu Wisły, przed państwowotwórczą erupcją Piastowskich Polan.

7.     Skąd Gall Anonim czerpał wiedzę o Słowianach w IV, V wieku i ich miejscu na kontynencie? Starożytni kronikarze pisali o ludzie Wenedów / Wenetów, którego związki ze Słowianami są dziś raczej nie możliwe do udowodnienia. Tacyt, na przykład mówi o związku Lugijskim identyfikowanym dziś powszechnie także z Wandalami, którzy stali się synonimem dewastacyjnego marszu na cesarstwo i dalej oraz o Wenetach. Byli to przedstawiciele definiowanej przez archeologię kultury przeworskiej, a tej żaden poważny naukowiec nie wiąże dziś ze Słowianami, podobnie jak dziś nikt nie wiąże ze Słowianami kultury łużyckiej, twórców Biskupina. Średniowieczny (VI w) Jordanes (za Kasjodorem, obydwoje byli Gotami) definiuje lud „Sclaveni” (już poddane łacinizacji) identyfikowany ze Słowianami i twierdzi, że to dawni Wenedowie. Ale pod ta nazwą w historii wystepowali także celtyccy Wenetowie w Bretanii i Iliryjscy nad Adriatykiem. Czy to także Słowianie? Nie ma żadnych dowodów na poparcie tezy, że Tacyt i Jordanes pisali o tych samych Wenetach.

8.     Sformułowania typu „w polszcze ziemi”, „polski ziemi” są niczym innym jak stosowaną w staropolszczyźnie rzeczownikową odmianą przymiotników. Do dziś przetrwała tylko deklinacja zaimkowa, ta rzeczownikowa zanikła, choć pozostały pewne relikty np. bądź zdrów zamiast bądź zdrowy. Tłumaczenie tego sformułowania jako „w Polszcze czyli w ziemi” świadczy tyleż o megalomanii autora co po prostu o jego niewiedzy.

9.     Goci i Wandale to ludy germańskie (!!!) i twierdzenie, że byli Słowianami (w ogóle zapominając, że byli praktycznie ciągle w ruchu i przemierzyli w swej wedrówce cały kontynent) to już herezja.

10.  Itd., itd. Wpadka, za wpadką, głupota za głupotą.

Dlaczego pismo popularyzuje wiedzę na takim, żenującym poziomie? To pytanie chyba retoryczne.

Ponieważ w trzecie części swych wywodów pan El Barin nawiązał (jak sadzę po zapoznaniu się z moim listami do redakcji) do „oszczerców” kierując do nich Hymn do miłości ojczyzny” zakończę tekstem który zamieściłem na swojej stronie.

„Czy jesteśmy godnymi potomkami powstańców styczniowych, listopadowych, wielkopolskich, śląskich i innych?”[El Barin]

Otóż niektórzy są godnymi, inni nie. Nie są godnymi Ci, którzy potrafią o tych wielkich rzeczach tylko bezgranicznie, bałwochwalczo, i megalomańsko kłapać. Nie są godni Ci, którzy strzelają słowami pieśni wielkich, pieśni naszych serc niczym biczem, kompletnie ich nie rozumiejąc."Święta miłości Kochanej Ojczyzny / Czują Cię tylko umysły poczciwe”. Biskup Krasicki pisząc tę rycerską pieśń znał wagę słowa „poczciwe”, które znaczyło wtedy i dziś także „uczciwe”. Głosząc naukowe teorie z wyraźnym podtekstem oświatowym trzeba mieć w sobie tę odrobinę uczciwości, by dochować nauce wierności. Kochajmy Polskę, Kochajmy Polaków, wszystkich mieszkańców tego domu pomiędzy Bałtykiem, a Tatrami i bądźmy świadomi całej jego trudnej historii, całej naszej polskiej tożsamości. Nie oszukujmy samych siebie, mrużąc oczy na historię! Bo to po prostu nie licuje z patosem i tożsamościowym ciężarem słów hymnicznych, którymi tak ochoczo szafujemy. A jeśli już chcemy nauczać najpierw skorzystajmy z elementarnej edukacji sami: to także kwestia pokory wobec czytelników.

    Treść mojego maila pozostała bez odpowiedzi, czemu zresztą w kontekście całej historii się nie dziwię. 23 listopada ukazała się ostatnia, czwarta część domysłów p. El Barina nt. pochodzenia słowa Polska i związanych z tym słowem konotacji. Wbrew zaleceniom niektórych średzian, by w niego po prostu nie brnąć (dla zdrowotności...) polecam serdecznie ten tekst wszystkim posługującym się zdrowym rozsądkiem w celach terapeutycznych. Ostrzegam: objawy uczucia wstydu jednak nie ustają...

    Zabawne jest zakończenie artykułu. "Sformułowane w tekście moje wnioski, chronione są prawami autorskimi” (El Barin). Otóż jestem tutaj trochę w kłopocie, bo chyba nie tym samym językiem się posługujemy. Panu El Barinowi nie chodzi przecież o znaczenie słowa „wniosek” w rozumieniu „pisemnego podania” („Słownik Języka Polskiego” PWN, 2003) Nie może to być również drugie znaczenie czyli „wynik rozumowania” ani trzecie czyli „twierdzenie logiczne wyprowadzone z innych zdań, uznanych za prawdziwe” bo ani z logiką ani z racjonalnością teksty p. El Barina nie wiele mają wspólnego. Więc pozostaje ostatnia interpretacja: wniosek w sensie „propozycji”. 

    W jednym ze swoich artykułów p. El Barin pisze: „’Polska’ nie jest więc krajem Żydów, Niemców, Rosjan oraz innych narodów.” Nieco dalej stwierdza: „’Oni’ to wiedzą (że mają gdzie indziej swoje ojczyzny – przyp. M.B.), dlatego goście nasi w Polsce (obce narody) wymyślili sobie bzdurne pojęcie ‘małej ojczyzny’, które stało się aktualnie bardzo modne. Stwierdzić należy jednak z całą stanowczością, że coś takiego nie istnieje, albowiem Matkę/Ojca/Ojczyznę/Macierz ma się tylko jednych. Nie można mieć dwóch Ojczyzn [...] jednocześnie, małych i dużych." Mam pytania, bo chyba niezbyt dobrze uważałem w szkole... Kiedy Polska była krajem jednego narodu? To pytanie oczywiście retoryczne, bo mówimy oczywiście o nauce, której na imię historia. 

    Pan El Barin coś tam niby słyszał, w jakiej rzeczywistości przyszło mu funkcjonować, coś tam niby obiło mu się o uszy z zagadnień socjologicznych, nieco z nauk politycznych, nieco z psychologii społecznej, jeszcze mniej z historii, ale trudno przyjąć mu do wiadomości, że ojczyzna jakakolwiek by ona nie była: mała czy duża, to stan serc i umysłów, a nie jednostka prawna czy organizacyjna, jak tego chciałyby niektóre grupy. O ile  rzeczywiście mówi się o istnieniu pojęcia „małej ojczyzny” – zjawiska, które istnieje i ma się dobrze – o tyle mam kolejne retoryczne pytanie do El Barina (mam ich zresztą tysiące, ale przez litość zadam tylko te) czym dla niego jest ta „duża ojczyzna” i dlaczego przejawia takie ciśnienie by mówić o niej „duża”? Zgadzam się z p. El Barinem: moją Ojczyzną jest Polska; żadną małą, żadną dużą, po prostu: Ojczyną. To stan serca i umysłu. Nie uznaję, że to tylko moja ojczyzna, bo nigdy w istocie rzeczy w jej historii tak nie było. Nie uznaję, że to tylko moja ojczyzna, bo nie miałem i nie będę miał prawa to innych serc i sumień. Funkcjonuje w mojej świadomości także inne zjawisko: „mała ojczyzna” i choć mają te dwie miłości wiele wspólnych mianowników to nie wykluczają się wzajemnie, nie wchodzą sobie w drogę, nie znoszą się wzajemnie! I może p. El Barin tego nie wie i ktoś musi mu to uświadomić, że także funkcjonuje w swojej „małej ojczyźnie”; pisze do lokalnej gazety, pisze o tematach dotykających spraw wielkich i sprawach lokalnych, na co dzień nie przemieszcza się dalej niż 30-40 km, nie spotyka innych ludzi niż zwykle i nie zaskakuje jego oczu krajobraz inny niż ten, do którego jego oczy się przyzwyczaiły i traktują jako swojski. 

    Czytając całość rewelacji p. El Barina można dojść do wniosku (tym razem już jako efekt racjonalny) że w wielu sprawach, a zwłaszcza tych tyczących się historii jest jak ów Pan Jourdain z komedii Moliera „Mieszczanin szlachcicem”: całe swoje życie nie wie, że mówi prozą.

* * *

Wizytówka miasta

    „Oto najlepszy jest relaks: Niedziela na Głównym, na Głównym niedziela” - śpiewał swego czasu niezrównany obserwator naszej rzeczywistości Wojciech Młynarski. Oczywiście, tu małe zastrzeżenie: było to jeszcze w czasach, gdy na różnych „głównych” można było spędzić nieco czasu, będąc pozbawionym obaw, że napadną nas widoki obskurne i kloaczne zapachy, których znosić długo dla zdrowia wszelakiego niepodobna. 

    Byłem ostatnio na Naszym ”głównym”, albo raczej „jedynym” w celach bynajmniej rekreacyjnych, lecz z potrzeby tej samej, która kieruje tutaj setki i tysiące pasażerów: zakupu biletu. Nigdzie tego dnia się nie udawałem, znikąd nie przyjeżdżałem, zjawiam się tutaj nawet sporadycznie. Niestety, zastany przeze mnie obraz rzeczywistości wywołał potok myśli raczej podszytych wstydem niż próbami zrozumienia. Bo przecież, mamy takie, można by rzec „narodowe” powiedzenie: „był czas przywyknąć”. Dlaczego więc, ciągle nie potrafię? Może dlatego, że po raz kolejny czytam w lokalnej prasie, że być może coś się zmieni, bo władze Środy dogadują się z PKP, że być może niedługo będzie inaczej i wszystkie te nadzieje, ciągłe nadzieje zawsze upstrzone są magicznym słowem „szansa”. Ileż to już takich „szans” średzianie przeżywali, w ciągu minionych 20 lat? Zadziwiające, w tych ciągłych nadziejach na normalność jest zawsze uzależnienie jej od konieczności przebudowy, burzenia, dobudowywania… Czy naprawdę musimy uwierzyć w to, że jedynym sposobem na zaprowadzanie porządku na średzkim dworcu jest jego gruntowna przebudowa? 

    Swego czasu, w nadziei na „estetyzację” – jak to się teraz przyjęło mówić na PKP - powzięto decyzję o zamknięciu części obiektu na noc żelazną kratą. Otwarty pozostał tylko dostęp do kas i niewielkiej przestrzeni z ławkami. Czy to coś zmieniło? By odpowiedzieć sobie na to pytanie, proponuję wizytę na dworcu około dwudziestej… Tak, Środa to nie Poznań i na stadionie 700-lecia żaden mecz w ramach Euro 2012 rozegrany nie będzie. Nie będziemy musieli się wstydzić, że w drodze na średzki stadion goście zanurzą się w brudzie i miazmatycznych wyziewach średzkiego dworca. Żadne to pocieszenie dla rozsądnie myślących obywateli miasta, którzy mają tą świadomość, że do Środy jednak koleją przyjeżdżają goście, że wyjeżdżają z niej i że ruch ten nie ma i nie musi przecież mieć nic wspólnego z Euro 2012. Na marginesie, odpowiedź na pytanie, dlaczego tegoroczny turniej o takiej randze stał się jedyną siłą napędową prowadzonej akcji upiększania dworców, musi wywoływać kolejne przemyślenia o naszych złych narodowych cechach. 

    Jest więc dworzec kolejowy wizytówką miasta, pierwszym (lub ostatnim) budynkiem użyteczności publicznej, do którego kierują swe kroki podróżni. Jak im się kojarzy Środa? I cóż to za pocieszenie, że wiele miast i miasteczek w Polsce kojarzy się tak samo? Władze miasta potrafiły dostrzec, że dotychczasowa formuła tzw. witaczy, przydrożnych symboli Środy wyczerpała się i potrzebne są nowe. Możemy, więc zakładać, że władze rozumieją, co jest wizytówką miasta i że nie jest to tylko sam rynek. Ale czy pamiętają jeszcze, że koleją można przyjechać do Środy? Nie dajmy sobie wmówić, że kluczem do sukcesu, zawsze odległego, a w praktyce pozostającego mżonką jest przebudowa, rozbudowa i zabudowa. Może wystarczy dobrze przemyślana koncepcja przywrócenia dworcu swej roli i konsekwencja w jej urzeczywistnianiu. A może klucz do sukcesu, leży jednak w elementarnym poczuciu wstydu? Czy władze miasta, mając dwudziestoletnie poczucie wstydu za taką, a nie inną wizytówkę mają jeszcze świadomość tego uczucia? Bo jeśli nie, to nie oszukujmy się, że znowu mamy „szansę” na zmiany na średzkim dworcu.

14 lutego 2012

* * *

Rynek i pomniki
    Zmasowany atak sił pro pomnikowych trwa. Sprawa, wobec uporu władz z góry wydawała się przesądzona; na nic protesty mieszkańców, na nic merytoryczne argumenty, ba! Na nic nawet lekcje historii – wobec naszego (jako społeczeństwa) stosunku do nauczycielki życia jej wykłady znaczą tyle co merytoryczne argumenty, czyli nic. Powrót pomników na średzki rynek, ktoś sobie wymyślił, więc tak się stanie. Sprawa przesądzona, niestety!
    Dziwić może więc fakt, że ciągle – wobec sukcesu uznanego już na etapie pomysłu – trwa argumentacyjna ofensywa? Po co? Dla zachowania pozorów? Litości! Tym bardziej, że siła rzucanych argumentów jest wprost proporcjonalna do gotowości zachowania rzeczonych pozorów. Mówiąc jaśniej: ktoś sobie pomniki wymyślił i tak się stanie. To nic, że padną głosy niezadowolenia, powieje wiatr niezgody; odpowiemy „merytorycznie” i cała dyskusja nabierze pięknego rytu społecznego sporu w sprawie ważkiej. Znaczy się: społeczeństwo zainteresowane, to dobrze, to bardzo dobrze. A pomniki i tak staną, bo przecież dyskusja tylko uwiarygodni konsekwentne dążenie władz. Psy szczekają karawana jedzie dalej!
    W ostatnim numerze Gazety Średzkiej (nr 11 z 28.03.2012r) głos w sprawie zajął p. Henryk Machajewski. Gdybym miał porównać przedstawione poglądy na sprawę w kategoriach bliskiej mi skądinąd teorii wojskowości przypominają mi raczej szturm na pozycje już dawno opanowane (wszak decyzja podjęta!) a co gorsze prowadzony, a jakże z przejęciem! tyle że sprzętem mocno zdekompletowanym…
    Pan Machajewski używa dwóch argumentów: architektonicznego i sakralnego. Mocne zdziwienie musi budzić zdanie: „Architektura współczesna zazwyczaj zrywa ewolucyjny ciąg kontynuacji tradycji. Powstają przestrzenie, w tym rynki, bardzo do siebie podobne.” Coś tu jednak szwankuje w logice bo w kolejnym zdaniu pada takie oto stwierdzenie: „W przypadku średzkiego Rynku, przepięknie wkomponowanego w siatkę średniowiecznych ulic, po rozebraniu ratusza w połowie XIX wieku przez prusaków, wyznaczono na nim nowy porządek. Na poszczególnych pierzejach, w miejsce niskiej zabudowy, pojawiły się piętrowe kamienice i obiekty publiczne.” Czyż nie jest zatem faktem, że w dobie pra modernizmu, z taką konsekwencją wprowadzanego przez Prusaków „wyznaczenie nowego porządku” na średzkim rynku nie było „zerwaniem ewolucyjnego ciągu kontynuacji tradycji”? Oczywiście, że tak! Pisząc o współczesnej architekturze p. Machajewski zapomniał, że od dobrych kilkunastu lat szeroką falą nadciągnął postmodernizm i o ile jeszcze w pojedynczych założeniach architektonicznych modernizm święci czasem pojedyncze triumfy to jednak w szerszych założeniach, zwłaszcza w urbanistyce króluje już postmodernizm, którego podstawowym założeniem jest dialog tradycji z nowoczesnością. W gruncie rzeczy, mówiąc o średzkim rynku musimy mysleć jednak w katagoriach raczej urbanistycznych niż architektonicznych, bo w błędzie jest ten komu się wydaje, że renowacja rynku to tylko kwestia tego czy innego pomnika i jego usytuowania. Właśnie ów rozmach inwestycyjny i epokowość renowacji zabytkowych założeń placów centralnych stały się doskonałym gwarantem przekonania, że nie możemy sobie pozwolić już na modernizm. Rynek to zbyt ważne miejsce! Innymi słowy, mentalnie nie stać nas na zrywanie z tradycją, ale nie stać nas także na tradycję w najczystrzej postaci! Warto więc zauważyć, że współczesna architektura, w przeciwieństwie do tego co zrobiono z rynkiem w XIXw czerpie z tradycji pełnymi garściami. Jeśli więc nowy – stary rynek ma istotnie nie fałszować „dokumentu architektonicznego miasta” powinien raczej w zdecydowanie większym stopniu nawiązać do tradycji rynku miasta sejmikowego, miasta średniowiecznego z wagą, ratuszem, pręgierzem itd. To właśnie z tą tradycją zerwano w XIX wieku! Na ironię zakrawa fakt, że do tej tradycji nawiązała pseudo – modernistyczna przebudowa z pocz. lat 80-tych. Dziś, odnieść można wrażenie, że zaznaczenie fundamentowania ratusza i dopiero co odkrytego fundamentowania wagi miejskiej stało się raczej wstydliwą koniecznością i nikomu nie potrzebnym balastem nowej wizji rynku. Wszak całą nową wizję podporządkowano odgrzebanej z pamięci konieczności postawienia dwóch zapomnianych pomników… Gdzież w tej wizji miejsce na głębszą refleksję, która zbliżyła by średzki rynek do nowoczesności w poszanowaniu tradycji?
    Zatem, w tak ważnym miejscu jakim jest rynek, wizja nowoczesnej urbanistyki realizowanej li tylko w oparciu o funkcje estetyczne i fałszywie rozumianą tradycję jest kardynalnym, definicyjnym błędem niezrozumienia. Nie twórzmy nowego – starego rynku tylko dla jego wizerunku, bo cofamy się w rozwoju. W odchodzącym do lamusa historii moderniźmie wszystko podporządkowano funkcji, teraz robimy dokładnie odwrotnie – 100% wizerunku i zero funkcjonalności. Wyniesione na dwóch kolumnach pomniki wyglądać będą tylko na widokówkach i z otaczających rynek pierzei. Takim efektem chcemy błysnąć na tle innych wielkopolskich rynków? Tylko dla owego wyglądania? Za dziesięć, dwadzieścia lat przeciętny średzianin już nawet nie będzie wiedział co przedstawiają, bo przecież iluż średzian kolekcjonuje widokówki?
    A już zupełnym absurdem jest stwierdzenie, że „figury nie są obiekatmi ściśle sakralnymi i kościelnymi”. W ogóle mam takie przeświadczenie, że zupełnie nie potrzebnie używamy tutaj argumentów religijnych i tego czy sakralizować średzki rynek, czy raczej nie. Te argumenty są zbędne i nie potrzebnie, fałszywie antagonizują. Dyskusja dałaby się oprzeć li tylko na względach estetycznych. Skoro jednak św. Wawrzyniec i NMP nie jest obiektem ściśle sakralnym to jakim? Nie popadajmy w kontrargumentacji w paranoje. Ten „aspekt kultury patriotycznej i duchowej dawnej społeczności naszego miasta” jak był łaskaw określić to p. Machajewski w prostej linii, w swym jądrze, w sednie sprawy skąpany jest w chrześcijaństwie. Nie ma więc potrzeby nazywania chrześcijaństwa „aspektem kultury patriotycznej i duchowej”, tak jak i nie ma potrzeby wymyślania dla figur z natury sakralnych innych funkcji. Benedykt Chmielowski w „Nowych Atenach” pisał: „Koń jaki jest każdy widzi.” I choć książka dziś raczej nie jest wzorem logicznego rozumowania definicja ta pozostaje zaskakująco aktualna.
03 kwietnia 2012r.

* * *

Obwodnice do nikąd

    W znanym wierszu Manifest Antoni Słonimski zawarł zdumiewającą prawdę: kurier Napoleona nie poruszał się szybciej niż goniec Cezara, choć jednego i drugiego przedstawiciela profesji pocztowej dzieliło 1800 lat. Ha! Rzymianie standaryzowali drogi, wiedząc jak istotne znaczenie ma transport w służbie państwa. Krótko mówiąc, sprawny transport to sprawny krwioobieg organizmu państwowego. Rozumiano to doskonale w jednoczonej podbojem Europie rzymskiej i napoleońskiej. A ponieważ przez rzeczone 1800 lat najsprawniejszym środkiem transportu był koń cała tajemnica tej samej szybkości cesarskich kurierów i gońców, przestaje zdumiewać. Diametralnej zmiany dokonał koń mechaniczny: wzrastała (i wzrasta) funkcja prędkości, organizacji transportu, a nade wszystko jakości i przepustowości dróg. I kiedy wymyślono, że pomiędzy dużymi aglomeracjami trzeba kanalizować ruch autostradami dostrzeżono także, że mobilność kończy się wraz z wnikaniem sieci transportowej w tkankę miejską. Pół biedy jeśli transport zdąża do celu, prawdziwy problem dotyczy tranzytu. I tak - opisując w olbrzymim skrócie - narodziła się idea drogi obwodowej, zwanej powszechnie obwodnicą. Środa, jako miasto wśród szczęśliwców, którym dane było mieć obwodową drogi krajowej znalazła się już w latach siedemdziesiątych. Załatwiono w ten sposób sprawę korytarza zachód – południowy –wschód, dzięki któremu ruch tranzytowy z Poznania na Śląsk mógł ominąć ciąg ulic Kórnicka / Paderewskiego / 20 października / Niedziałkowskiego. Niestety do dziś, mimo wielu prób, w mniejszym lub większym stopniu podejmowanych, nie mógł doczekać się realizacji korytarz transportowy na linii północny wschód – południe, czego smutnym efektem jest od lat rozjeżdżany, zadymiany i „zahałasowywany” ciąg ulic Gnieźnieńska / Zamojskich, 3 maja / Niedziałkowskiego. Praktycznie jedynym rozwiązaniem, które może rozwiązać ten problem jest budowa tzw. obwodnicy wschodniej, w przebiegu od Tadeuszewa do Brodowa, której realizacja z różnych względów napotyka na blokady i ograniczenia. Jakżeż więc cenną inicjatywą była realizacja  obwodnicy północnej, którą – co warto podkreślić  - planowano już w okresie międzywojennym. Z założenia miała ona poprowadzić przepływ tranzytowy po linii północny wschód – zachód z pominięciem ulic gnieźnieńskiej / wrzesińskiej / Witosa, ale także Kilińskiego i wielu innych w centrum. Jeśli bowiem poważnie myślimy o zrównoważonym rozwoju transportu, a przez niego o logicznej formie urbanistycznej jaka powinna towarzyszyć nowoczesnemu rozwojowi miasta nie możemy udawać lub oszukiwać się wzajemnie, że budujemy tylko „ćwierć obwodnice”, „pół obwodnice” czy inne tym podobne wynalazki. Obwodnica północna istnieje; inną sprawą jest dyskusja – której zdaje się nie podjął nikt  - czy nie było błędem projektowanie jej z odcinkiem Topolska – Kórnicka (ul. Wejchana) jako śródmiejskiej. Może trzeba było pomyśleć dalekosiężnie (tego u nas niestety ciągle dramatycznie brakuje – myślenia strategicznego) i połączyć Topolską z Kórnicką poprzez Akacjową. Wszak, projektując północną obwodnicę zdawano sobie chyba sprawę z faktu, że tranzyt powyżej 12 ton nie będzie mógł być prowadzony niezmodernizowaną ul. Kórnicką? A może zapomniano o tym? A może celowo to przemilczano? Dzisiejsze tłumaczenie, że obwodnica północna pomogła wyprowadzić znaczny ruch osobowy (sic!) z ciągu Gnieźnieńska / Zamojskich, 3 maja / Niedziałkowskiego jest co najmniej śmieszne, skoro tajemnicą Poliszynela jest, że obwodnica z założenia ma wyprowadzać tranzyt poza centrum. I cóż nam po takiej „pół obwodnicy” która zmusza dwunastotonowe i cięższe ciężarówki do ciągłego ujeżdżania ulic, które miały zostać nią odciążone? Zaiste, kurier Napoleona nie podróżował szybciej niż goniec Cezara. Zaiste, obwodnice, które są nimi tylko z nazwy utrwalają stagnację w rozwoju komunikacji na równie wielką skalę.

20 maja 2013r.
* * *

Historia, czyli jak być dostrzeżonym.

    Szanowny Panie Jerzy! Niezmiernie ważną kwestię poruszył Pan swoim artykułem w Średzkim Kwartalniku. Niezmiernie ważną i niezmiernie niedocenianą. Tak więc jest Pański głos głosem wołającego na puszczy i stąd mógłby sączyć się mój pesymizm, gdyby nie przeświadczenie, że ów głos poprzedzał jednak istotne zmiany. Póki co, warto jednak bić w dzwon trwogi. Bo tylko z pozoru śmiesznym wydaje się, gdy poseł Rzeczypospolitej, zapytany o datę wybuchu powstania warszawskiego odpowiada pytaniem, z wyraźnie malującym się zakłopotaniem na twarzy: „1989?”. Nie ma w tym także nic śmiesznego, gdy przedstawiciel grupy licealistów zwiedzającej Muzeum tegoż powstania na widok samolotu Liberator, zajmującego cześć ekspozycji, zadaje naiwne pytanie: „a iloma takimi samolotami dysponowali powstańcy?” I czy w takim momentach zadowolić się pocieszeniem, że może ów zna już chociaż prawidłową datę?

    Przeciętny Polak nie zna historii. Nie interesuje się nią; nie dostrzega zależności miedzy nią, a współczesnością, bo nie rozumie funkcji  historii w społeczeństwie. Historia powszechnie kojarzona jest z fatalnie prowadzonym od lat, by nie powiedzieć dziesięcioleci – procesem dydaktycznym. I tylko z tym: czasem straconym w tej czy inne szkole. Sens owej trwogi, dla świadomych zaniedbań w tej dziedzinie ani na jotę nie pozostaje zmieniony w zależności czy chodzi o historię Polski czy poszczególnych regionów. Niestety! Trzeba także i nam zrozumieć pewien historyczny mechanizm, by następnie pojąć brak „historii Wielkopolski” w „historii Polski”.

    Jagiellonowski zwrot polityczny w bezkresne przestrzenie wschodu leży dziś u podstaw mitu i sentymentu Kresów. Nasze powojenne mniejsze lub większe, uzasadnione lub nie uzasadnione pretensje do Churchilla, który w imię „przyjaźni” ze Stalinem zwodził Mikołajczyka przez rok w sprawie przehandlowania połowy terytorium Polski podszyte są zawsze przeświadczeniem o „naszości” Kresów. Bo na Kresach wyrosły wielkie rody i ich wielkie fortuny, bo tamże działa się wielka literatura i wielka polityka, bo tamże walczył i ginął „mały rycerz”, bo stamtąd przyszedł ekonomiczny złoty wiek I Rzeczypospolitej, bo tamże wykuwano w bojach granice i mit założycielski II RP, bo tamże zostało serce marszałka, bo tamże… itd. Jagiellonowska koncepcja państwa przesunęła puls Rzeczypospolitej, w każdym wymiarze na wschód, na owe mityczne Kresy. I tak było do 1939r, kiedy to geopolityka wespół z sąsiadami brutalnie nam ten puls przesunęła w kierunku zachodnim. Niemalże 70 lat ziem odzyskanych to w 90% historia PRLu, no a poza tym ich „odzyskanie”, tłumaczy się nam dziś słowem, które z konieczności w 1945 wymawiało się ściszonym głosem: „rekompensata”. Inaczej mówiąc nigdy nie było to „odzyskanie” i nigdy nie zaakceptujemy słowa „rekompensata”. Wielkopolska, kolebka państwowości to dziś mityczny Camelot. Dziś niby wszyscy wiedzą, że to kolebka, ale nie wielu wie, jak nie wiele brakowało, by jako dzielnica w 1945 była traktowana jako „ziemia odzyskana”. O wiele nośniejszym medialnie, w przekazie, w percepcji pozostaje mit Kresów, pokłosie jagiellonowskiej polityki. Bo po utracie Kresów mamy narodowy zespół stresu pourazowego; wieczną i ciągłą żałobę, poczucie beznadziejnej straty w wymiarze równie beznadziejnym i w wymowie zbliżonym do tej z czasów utraty niepodległości: „to nie my; to oni. Myśmy nie winni. To geopolityka, niesprawiedliwość dziejów i krwiożerczość sąsiadów”.

    Mamy więc diagnozę: historia Polski interesuje nielicznych, a historia Wielkopolski nie interesuje większości Polaków i najgorsze jest to, że niewiele robi się by te proporcje diametralnie odwrócić. Bo sedno takiego stanu rzeczy tkwi w przekazie, w programach nauczania i w polityce medialnej każdego szczebla. Pytanie: czy Wielkopolska ma dziś spójny program zamierzeń, których celem byłaby trwała zmiana percepcji jej historii? Nie ma. Podejmowane w mediach próby przywrócenia historii Wielkopolski należnego miejsca w historii Polski są raczej powierzchowne i niejednokrotnie żenujące. Nie wolno nam dziś zapominać, że nowoczesny świat wymaga nowoczesnego przekazu!!! Przykładem niech będzie choćby kampania medialna Wielkopolski jako regionu turystycznego, w której aż prosiło się by wielowymiarowo wykorzystać mit kolebki. Z niezrozumiałych względów historię potraktowano tylko jako jeden z atutów, kręcąc za duże pieniądze klip o wartościach wielkopolskiej przyrody, niczym nie różniącej się w nim od tej w innych regionach. Turysta wybierający walory przyrodnicze odwiedzi raczej Podlasie, a do przyjazdu do Wielkopolski musi skłonić go podświadomie zakodowane przeświadczenie mitycznego Camelotu. Jeśli dziś zdefiniowaliśmy problem, trzeba „grać larum”, że jutro musimy taki program mieć! Pojutrze będzie za późno, bo dominującym nurtem historii stanie się meta historia, w której obiektywna historyczna prawda nie jest towarem poszukiwanym, w której istniej kilka wygodnych prawd wyciąganych na różne okoliczności jak królik z kapelusza. Jednak przede wszystkim, jutro, historia Wielkopolski może stać się pomijalnym akcentem głównego nurtu dziejów i głosy wołających na puszczy tylko takimi pozostaną.

 
19 listopada 2013r.
* * *
Pomnik tym, co zwyciężyli

No i zaczęło się! Jeszcze nie opadł kurz komisyjnych werdyktów, jeszcze nie przebrzmiały echa lokalnych informacji prasowych, a już podnosi się larum chóru zaniepokojonych użytkowników przestrzeni publicznej: „nie ten pomnik”, „nie taki”, „nie tutaj”… Nic nowego; pisałem o tym zjawisku obszerniej w Średzkim Kwartalniku Kulturalnym („Lector si monumentum requiris circumspice”, nr 62) oraz Gazecie Średzkiej. Każdy pomnik zanim powstanie, kiedy już stoi i kiedy ma zmienić lokalizację jest przedmiotem gorących dyskursów, dzielących społeczeństwo na zwolenników i przeciwników wszystkiego co idea pomnika wnosi w pejzaż i życie. Lubujemy się w „pomnikologii stosowanej”; to jedna z naszych narodowych dziedzin. Mając świadomość tej ogromnej energii jaka każdorazowo  uczestniczy w procesie  teoretyzowania na ten temat pozostaje nam wyrazić smutną sugestię, że wobec wielu gotowych dzieł nie sposób pozbyć się przygnębiającego wrażenia, że większość owej energii poszła w gwizdek. Inaczej mówiąc: zanim Polak znów będzie mądry po szkodzie, może lepiej przemyśleć idee wcześniej? Może więc, paradoksalnie, dobrze się stało, że budowę pomnika Powstańców Wielkopolskich z przyczyn finansowych odłożono na 100 rocznicę? Będzie więcej czasu na przemyślenia co do formy, na staranny wybór miejsca, na przekonanie nieprzekonanych…

Kolejny średzki pomnik: jeszcze nie zbudowany, jeszcze nie umiejscowiony, jeszcze nie wpisany w krajobraz miasta, a pomnikologia stosowana rozgrzewa serca i umysły. Niechże i mnie będzie wolno! Tym bardziej, że w dwóch zasadniczych kwestiach komisja konkursowa wykazała się swoistym poczuciem humoru: w kwestii pierwszego miejsca oraz w kwestii samej idei konkursu, a raczej tego co z niej zostało. Na początek cytat z regulaminu: „Celem konkursu jest wyłonienie projektu Pomnika Powstańców Wielkopolskich”. Rozumiem więc, że nagradzając pierwsze miejsce podium, abstrahując póki co od tego co tam się znalazło, komisja uznała, że cel został osiągnięty. Wyłoniono projekt pomnika, który przybierze z czasem realne formy architektoniczne w określonej, zurbanizowanej przestrzeni. Po co więc teraz wymijające manewry w postaci jednoznacznych sugestii członków komisji, że budowany pomnik może przybrać inną formę niż ten z projektu zwycięskiego? Czyli, że pomnik który powstanie może powstać wg. innego projektu? No niby może, ale wobec tego rodzi się pytanie: po co był konkurs z tak określonym celem? Skoro komisja chce budowy pomnika wg. dowolnego projektu, może nawet takiego który jeszcze nie powstał, zgłasza swego rodzaju votum separatum wobec własnej decyzji. Może więc lepiej, mądrzej, polityczniej było nie przyznawać pierwszego miejsca, zostawiając je symbolicznie dla tych projektów, które uzyskają w przyszłości akceptację budowy?

Pierwsze miejsce jednak przyznano i popełniono przy tym błąd tożsamości historii miejsca i symboliki formy do tegoż miejsca nawiązującej! Rozumiem wybór miejsca, skweru przy liceum noszącym dumne imię Powstańców Wielkopolskich. Większość racjonalnych argumentów przeciwko tej lokalizacji ma dla mnie marginalne znaczenie, jednak postać rzeczy zmienia forma pomnika, którego projekt, nie wiedzieć dlaczego, zdobywa pierwsze miejsce. Zwycięski projekt to brama, która wg. twórców nawiązuje do łuku triumfalnego. Arc de triomphe – łuk triumfalny, szeroko rozpowszechniony w nawiązującej do antycznych tradycji cesarskiej Francji, ale także innych państwach czerpiących architektoniczne wzorce z tego rzymskiego motywu to jak sama nazwa wskazuje łuk – jak by go nie transponować, unowocześniać: łuk to łuk. Nie można posługiwać się kubistycznymi formami i tłumaczyć ludziom, że w zamyśle autora miały być one symboliką łuku! W takim podejściu do architektury artysta nie uzyska nigdy zbieżnej płaszczyzny interpretacyjnej z odbiorcą nawet w jednym punkcie. Odwieczne pytanie odbiorcy „co artysta miał na myśli” uzyskuje wtedy tyleż odpowiedzi co odbiorców, lub nie uzyskuje jej wcale. Czy o to chodzi w sztuce, a zwłaszcza w sztuce kreującej przestrzeń publiczną, krajobraz miasta? Jeśli więc zdecydowano się na symbolikę łuku triumfalnego wzmacniając jego wymowę miejscem - drogą powstańczego marszu, to znaczy, że popełniono topograficzny błąd, bo Średzka Kompania, w marszu na stację kolejową nie przemieszczała się obok liceum.

Mamy więc podwójną mistyfikację: co do miejsca, które w przypadku symboliki łuku jednak odgrywa jakieś znaczenie oraz co do formy łuku, który w zwycięskim projekcie łukiem nie jest! I do tego jeszcze ta straszna przysadzistość, ociężałość formy… Oj, Szanowna Komisjo, trzeba było pierwszego miejsca, TEGO pierwszego miejsca nie przyznawać.

Drugie i trzecie miejsce to dość zgrabne i trafione w symbolice i formie projekty (zwłaszcza trzecie miejsce); może wymagały by dopracowania, pewnego interpretacyjnego szlifu, kosmetyki detali – nie sposób jednak nie odnieść wrażenia, że mają jedną zasadniczą wadę: upiorną wręcz dosłowność, konserwatywną manierę, tradycyjność, której brak pewnego rodzaju polotu nowoczesności. I, na miłość boską, nie musimy na każdym pomniku eksploatować postaci orła w przeróżnych wizerunkach! Nie, nie są to specjalnie wielkie wady, nie upieram się, że dyskwalifikują ona je tak jak inne - projekt zwycięski. Był jednak projekt, który z całą swoją prostotą formy, a równocześnie z pewną bezczelną dosłownością i dynamiką dotykał sedna symboliki: wizualizacji jedności Prowincji Poznańskiej, która zgodną wolą jej mieszkańców w powstańczym czynie miała stać się Polską. Opis idei pomnika sporządzony przez autora projektu nie pozostawia nic do dodania. Czy już jest czas by w pomnikologii stosowanej wizje śmiałe, nowoczesne a równocześnie pełne symboliki i prostoty zjednywały sobie lokalne społeczności? Jestem pewny że o modernizującą się, dynamiczną  Wielkopolskę w nowoczesnej Polsce walczyli Powstańcy, a nie tylko „za ten pacież w polskiej mowie”.

4 lutego 2014r.

* * *


Konkurs piękności

    Idą wybory. Nie da się tego nie zauważyć przechadzając się ulicami miasta. Zadziwiający jest ten festiwal plakatów szczelnie wypełniających w tych dniach przestrzeń publiczną. Owszem, wybory to święto demokracji, a nawet swoisty konkurs piękności. Dlaczego jednak jako czynny wyborca i w miarę trzeźwo myślący człowiek odnoszę w tym szpalerze plakatowych poz nieodparte wrażenie, że większość z kandydatów zapomniała (lub, co gorsze, nigdy o tym nie wiedziała), że rzeczona „piękność” winna raczej dotyczyć przymiotów ducha, a nie powierzchowności? Odpowiedzialność za sferę publiczną, rzetelność i pracowitość, stabilność emocjonalna, spór konstruktywny i koncyliacyjność, życiowe doświadczenie – to kolory które powinien dostrzegać wyborca. Wybory z natury rzeczy dzielą społeczeństwo na wybierających i wybieranych. Po jednej i drugiej stronie granicy rozpościera się teren odpowiedzialności za wspólne dobro. Patrząc od strony kandydatów kampania wyborcza to marketing bezpośredni samych siebie. Patrząc od strony wyborców to umiejętność oddzielania ziarna od plew. Po jednej i po drugiej stronie nie ma to nic wspólnego z kulturą obrazkową. Niech więc kandydaci przestaną drwić z wyborców, że bez tych twarzy zerkających w skupieniu udającym mądrość lub luzie udającym swojskość nie zostaną zapamiętane ich nazwiska.

    Wiem już co było prainspiracją takiego, a nie innego układu zrewitalizowanego rynku. Miałem rację, że figury wkrótce zajmą górne piętro niebytu w przestrzeni tego placu (wieczorem są nawet nie podświetlone, już nie mówię o kilku nie działających latarniach! Wstyd dla włodarzy Środy! Bo rynek miał być wizytówką miasta, a stał się wizytówką fałszywie rozumianej gospodarności – czytaj: pseudooszczędności), a sam plac centralny stanie się wielką betonową płaszczyzną, z której ludzie będą się pośpiesznie ewakuować. I nie zmienią tego przypadkowe rozstawione ławki, które zresztą są w nie najlepszym stanie. Za to sztuczne i niepotrzebne (idiotycznie symetryczne) „bramy” z płaszczyzny centralnej w kierunku ul. Senatorskiej i gmachu sądu zostały doskonale wykorzystane! Portale triumfalne z twarzami uszczęśliwionymi wyborczym świętem, brutalnie wrysowujące się w pejzaż pierzei południowej i północnej oraz starannie przesłaniające urokliwą Garncarską, domki senatorskie, kolegiatę i gmach sądu, nie mają nic wspólnego z dbałością o miasto! Nawet jeśli demokracja ma swoje święto i konkurs piękności. Brutalnie zagłuszona przez współczesny globalistyczny świat prawda, że dobra marka nie potrzebuje reklamy powinna być rozumiana jako swoisty test na inteligencję dla kandydatów; w imię odpowiedzialności za przestrzeń publiczną.

    Z pewnym rozbawieniem, ale i z niesłabnącą ciekawością przyjmuję przed każdymi wyborami starą tezę, że wybory powinny odbywać się co pół roku tylko z jednego powodu: wzrastających w tym okresie inwestycji, przecinanych wstęg, uroczystych otwarć i wszechobecnego zadowolenia. Ot, takie „słowo staje się ciałem”, rodzaj demokracji bezpośredniej.

    W gruncie rzeczy chodzi jednak o jedno: publico bono naszej małej ojczyzny. Więc, drodzy wyborcy, jak by nie wyświechtane było to powiedzenie JFK: Nie pytajcie co Środa uczyniła dla nich lecz zapytajcie się co oni uczynili (są w stanie uczynić) dla Środy. I niech nie będzie to koncert życzeń. Drodzy kandydaci: nie pytajcie co Środa uczyniła dla was, lecz odpowiedzcie wyborcom co chcecie dać Środzie. I niech nie będzie to koncert życzeń.

    PS.W demokracji  twarz kandydata, jak w powiedzeniu „by nie stracić twarzy” jest tylko idiomem! Nie istnieje żaden powód by katować nią wyborców szczelnie zaklejając miasto. Ostatecznie twarz tego czy innego kandydata w takim mieście jak Środa wszyscy znają, ale o tym jak „wyglądamy” (w rozumieniu demokracji) decyduje historia.

5 listopada 2014r




CR
©MB 12.2011
ost. zm. 06.2016

ds1s_a ds2 ds1s_c